Dziś przypomniało mi się zdanie, które usłyszałam kiedyś na jednym ze szkoleń: „chcemy mieć domek na górce i w dolince jednocześnie”. Podzielę się więc refleksją o pułapce, w którą wpadamy, gdy chcemy mieć każdej dziedzinie naszego życia idealnie. Mieć ciastko i zjeść ciastko. A bardziej życiowo: spokój życia na wsi i bogate życie społeczne, być osobą powszechnie uznaną, ale nie rozpoznawaną, mieć stałą pracę, ale jednocześnie dużą zmienność zadań, zdrowy sen, ale bawić się do rana, być twórcą, artystą i nie mieć żadnych problemów finansowych, pracować 2 godziny dziennie i dużo zarabiać.
Chcemy mieć to wszystko, ale w końcu dochodzi do nas niezaprzeczalna
prawda, że trzeba dokonać wyborów. Wyborów często spójnych z naszymi
wartościami, może nawet tymi najwyższymi, ale przynoszących też straty w innych
obszarach. Coś zyskujemy, np. zostając rodzicami, ale tracimy połacie czasu dla
siebie. Zaczynamy współpracę w projekcie artystycznym z kimś, kto ma super wizję
ale tracimy niezależność. I jak pisze Joanna Flis (s.270) „to jest cena, którą
nam przychodzi zapłacić a życie w zgodzie ze sobą.” Auć, czemu takie to trafne
i bolesne jednocześnie?
A więc, może przyjrzyjmy się źródłom naszego niezadowolenia.
Czy narzekamy na deszcz? Ale przecież chcemy go, żeby nie było suszy, bo
nawilżoną glebę cenimy wyżej niż ładną pogodę. Czy narzekamy na sąsiadów? Ale
przecież chcieliśmy mieszkać wśród ludzi, bo na odludziu jakoś tak smutno. Decydujemy
się na wolny zawód, by mieć wolność i wstawać, o której chcemy. Tak, będzie też
dużo niepewności i niestabilności.
Nie każdy nasz wybór podoba się innym, ale też nam samym.
Ciekawie pisze Auden: „porażkę ponosi ten, kto nie wie, o co mu chodzi, albo
ten, komu cena wydaje się zbyt wysoka” (s. 271).
Zamiast tego wolimy wierzyć utopię harmonijnego życia, gdzie
wszystko jest. Dojrzałość to więc zdaniem niektórych gotowość do podjęcia
ryzyka bycia tym, kim chce się być. A co za tym idzie, porzucenie cudzych
pomysłów na nas, i opcji kuszących, ale nie aż tak ważnych. Pamiętam jak sama
świadomie dokonałam wyboru, by opuścić studia doktoranckie. Proponowały całą
masę dobra, ale dobro, które ja nazwałam sama było jednak dla mnie ważniejsze.
Oczywiście, bywają etapy życia, w których próbujemy różnych
wersji siebie i tego właśnie nam trzeba. Studenci wciąż zmieniają pracę czy
związki. Im jesteśmy starci, rzeczywistość zaprasza nas do bardziej stabilnych
wyborów. W końcu docieramy do trudnej obserwacji, że „kosztują też rzeczy,
których pragniemy” (s.274). Nawet w ukochanej pracy poczujemy nieraz
zniechęcenie, a może i wypalenie. Dobry wybór nie oznacza, że jest łatwy.
„skoro wszystko kosztuje, to życie to ciągłe tracenie”. Nie do końca. Dobry
wybór to taki, którego koszt jesteś gotowa ponieść. Którego nie wygodę
widzimy sens znosić.
To też dobra wiadomość dla tych którzy utknęli. Bo tak, nie
da się iść do przodu, jeśli nogi chcą iść w dwie różne strony.
Temat więc do przemyślenia na dziś: czy potrafię żegnać to,
co stracę gdy wybiorę siebie?
