Odniosę się do adlerowskiego podziału, opisującego dwa
sposoby życia: życie liniowe i życie jako zbiór chwil. W pierwszym wypadku mowa
o życiu od wydarzenia do wydarzenia, dzielenie czasu na poszczególne cele, np.
koniec szkoły, nowa praca, ślub itd. Drugie podejście zachęca do traktowania
życia, jako zbiór punktów, gdzie można skupić się na każdym dniu z osobna i
przeżywać go jako taniec, którym się cieszymy a potem, z lotu ptaka, widzimy
dokąd nas zaprowadził. Dlaczego to podejście tak mnie urzekło? Myślę, że się zorientujesz w trakcie czytania.
Opowiem o
powtarzalności życia, od której często uciekamy i jakoś próbujemy zagłuszyć. A
dzieje się tak, ponieważ gdy wchodzimy w czynności codzienne, które z czasem
stają się pewnym automatem, nie musimy się też zastanawiać nad ich
wykonywaniem, więc pojawia się wolna przestrzeń i różne myśli niezwiązane z
czynnością. Może nam się włączyć radio w głowie, myśli krytyczne, myśli o
samotności. Albo jeśli tym czynnościom towarzyszy chaos i hałas, albo pośpiech,
to wtedy tych czynności codziennych nie zauważamy albo chcemy je wykonać
szybko, żeby mieć je z tak zwanej głowy. Musimy je wykonać, musimy coś zjeść,
musimy się umyć... to nam jakoś przeszkadza. Gdyby nie te czynności, można by
było po prostu wstać z łóżka i wyjść z domu. Proste prawda? Po co nam zatem ta
ich natarczywość...?
Osoby żyjące same mogą doświadczać nadmiaru czasu wśród czynności codziennych. Nie ma chaosu i harmideru. I wtedy może przyjść spostrzeżenie, że w tych czynnościach najłatwiej jest się komunikować ze swoim środkiem, niektórzy powiedzieliby z głębią. To może byś doświadczenie też obecności, czegoś większego, miłej obecności, ciepłej. Łagodny dźwięk lodówki w tle, sąsiad gdzieś za kolejną ścianą myje naczynia, zapach obiadu dobiega z końca korytarza. I takie poczucie, że kurcze, mogę siedzieć, po prostu patrzeć w okno i jest dobrze. To co jest, tak ma być.
Pies dużą część dnia spędza na leżeniu, kwiaty po prostu
rosną, są, zdecydowana większość fal mórz nie zostanie zauważona i była tylko
przez chwilę, a potem zniknęła. Czy jej zaistnienie było warte zaistnienia? Myślę, że tak. Piękno samo w sobie jest warte
istnienia. Więc wracając, rutyna, powtarzalność jest po prostu może podstawową
częścią naszego życia, wiedzą o tym zakochani, kiedy cieszą się wszystkim,
cieszą się tym, że razem robią coś prostego, a jak za sobą tęsknią to często za
tymi prostymi rzeczami, podobnie jak w tych długoletnich związkach. Ktoś był i
po prostu gdzieś szurał butami, albo kładł je tam gdzie nie trzeba, teraz może
przez jakiś czas, go nie ma. Tak i wtedy jakoś ta tęsknota uwydatnia znaczenie
tych codziennych rzeczy. Nie jakieś niezwykłości, wyjazd życia, ale właśnie,
czy mi było z tą osobą przy tym pięćdziesiątym wyjściu na zakupy dobrze?
I wracając, czy tobie jako osobie żyjącej w pojedynkę, jest
dobrze w tym milionowym samotnym śniadaniu ze sobą, gdzie patrzysz sobie w
oczy swojego środka? I przyglądasz się, choć czasami też zagłuszasz to, co
tam się dzieję i co sam sobie próbujesz powiedzieć lub wykrzyczeć. Myślę, że
niezwykłości życia są po to, żeby było co wspominać w tych codziennościach. Nie
dałoby się żyć przez cały czas niezwykłościami, nasze organizmy nie są do tego
przystosowane, jeśli się tak dzieje, to jest to stan tymczasowy, stan
przetrwania, mobilizacji organizmu, a jeśli komuś tych niezwykłości w
codzienności brakuje, może się uwrażliwić na
powtarzalność na tyle, że zauważy jednak różnicę, zauważy jednak
niepowtarzalność śniadania, nawet jeśli je codziennie to samo. To kontekst tego
śniadania może być inny, poprzedniego wieczora wydarzyło się coś innego,
kobieta może być w innym miejscu cyklu i to wpływa na jej myśli i przeżycia, w
ciszy uwrażliwiamy się na niuanse, na subtelności i też na mądrość, która jest
gdzieś w nas głęboko zapisana.
Dziś miałam
kilka wolnych godzin od rana i tak usiadłam i pomyślałam, że mogę z tymi
kilkoma godzinami zrobić prawie wszystko i zdecydowałam się napisać to
rozważanie. I nawet jeśli teraz wydaje mi się, że siedzę sama, to skoro to
czytasz, to jesteś ze mną a ja z tobą, w przestrzale czasowym.
Nigdy nie wiadomo z kim twój samotny poranek cię połączy.
Bardzo urzekły mnie słowa z książki
„Biegnąca z wilkami” Clarissy Pinkoli Estes, która uznaje sztukę, twórczość
jako formę komunikacji z innymi. Autorka pisze: „sztuka jest niezwykle ważna,
bo upamiętnia pory roku duszy albo szczególne lub tragiczne wydarzenia w
podróży duchowej. Sztuka nie jest po prostu dla nas, nie jest tylko
wyznacznikiem wglądu w głąb rzeczy. Jest to także mapa dla tych, którzy pójdą
naszym śladem.” No właśnie, mapa. Jeśli teraz, kiedy tego słuchasz, siedzisz
sam, sama, wiec, że wciąż jesteś częścią gromady, która może potrzebować twoich
owoców samotności i nudy. Nie jest to oczywiście zachęta do zamknięcia się w
domu i komunikowania się tylko przez znaki dymne, ale raczej o przyjęciu chwil
samotności, które przychodzą i odchodzą.
…

