piątek, 17 listopada 2023

Powtarzalność w samotności (z podkastu nr 3).


            Odniosę się do adlerowskiego podziału, opisującego dwa sposoby życia: życie liniowe i życie jako zbiór chwil. W pierwszym wypadku mowa o życiu od wydarzenia do wydarzenia, dzielenie czasu na poszczególne cele, np. koniec szkoły, nowa praca, ślub itd. Drugie podejście zachęca do traktowania życia, jako zbiór punktów, gdzie można skupić się na każdym dniu z osobna i przeżywać go jako taniec, którym się cieszymy a potem, z lotu ptaka, widzimy dokąd nas zaprowadził. Dlaczego to podejście tak mnie urzekło? Myślę, że się zorientujesz w trakcie czytania.

            Opowiem o powtarzalności życia, od której często uciekamy i jakoś próbujemy zagłuszyć. A dzieje się tak, ponieważ gdy wchodzimy w czynności codzienne, które z czasem stają się pewnym automatem, nie musimy się też zastanawiać nad ich wykonywaniem, więc pojawia się wolna przestrzeń i różne myśli niezwiązane z czynnością. Może nam się włączyć radio w głowie, myśli krytyczne, myśli o samotności. Albo jeśli tym czynnościom towarzyszy chaos i hałas, albo pośpiech, to wtedy tych czynności codziennych nie zauważamy albo chcemy je wykonać szybko, żeby mieć je z tak zwanej głowy. Musimy je wykonać, musimy coś zjeść, musimy się umyć... to nam jakoś przeszkadza. Gdyby nie te czynności, można by było po prostu wstać z łóżka i wyjść z domu. Proste prawda? Po co nam zatem ta ich natarczywość...?

            Osoby żyjące same mogą doświadczać nadmiaru czasu wśród czynności codziennych. Nie ma chaosu i harmideru. I wtedy może przyjść spostrzeżenie, że w tych czynnościach najłatwiej jest się komunikować ze swoim środkiem, niektórzy powiedzieliby z głębią. To może byś doświadczenie też obecności, czegoś większego, miłej obecności, ciepłej. Łagodny dźwięk lodówki w tle, sąsiad gdzieś za kolejną ścianą myje naczynia, zapach obiadu dobiega z końca korytarza. I takie poczucie, że kurcze, mogę siedzieć, po prostu patrzeć w okno i jest dobrze. To co jest, tak ma być. 

    Pies dużą część dnia spędza na leżeniu, kwiaty po prostu rosną, są, zdecydowana większość fal mórz nie zostanie zauważona i była tylko przez chwilę, a potem zniknęła. Czy jej zaistnienie było warte zaistnienia? Myślę, że tak. Piękno samo w sobie jest warte istnienia. Więc wracając, rutyna, powtarzalność jest po prostu może podstawową częścią naszego życia, wiedzą o tym zakochani, kiedy cieszą się wszystkim, cieszą się tym, że razem robią coś prostego, a jak za sobą tęsknią to często za tymi prostymi rzeczami, podobnie jak w tych długoletnich związkach. Ktoś był i po prostu gdzieś szurał butami, albo kładł je tam gdzie nie trzeba, teraz może przez jakiś czas, go nie ma. Tak i wtedy jakoś ta tęsknota uwydatnia znaczenie tych codziennych rzeczy. Nie jakieś niezwykłości, wyjazd życia, ale właśnie, czy mi było z tą osobą przy tym pięćdziesiątym wyjściu na zakupy dobrze?

            I wracając, czy tobie jako osobie żyjącej w pojedynkę, jest dobrze w tym milionowym samotnym śniadaniu ze sobą, gdzie patrzysz sobie w oczy swojego środka? I przyglądasz się, choć czasami też zagłuszasz to, co tam się dzieję i co sam sobie próbujesz powiedzieć lub wykrzyczeć. Myślę, że niezwykłości życia są po to, żeby było co wspominać w tych codziennościach. Nie dałoby się żyć przez cały czas niezwykłościami, nasze organizmy nie są do tego przystosowane, jeśli się tak dzieje, to jest to stan tymczasowy, stan przetrwania, mobilizacji organizmu, a jeśli komuś tych niezwykłości w codzienności brakuje, może się uwrażliwić na  powtarzalność na tyle, że zauważy jednak różnicę, zauważy jednak niepowtarzalność śniadania, nawet jeśli je codziennie to samo. To kontekst tego śniadania może być inny, poprzedniego wieczora wydarzyło się coś innego, kobieta może być w innym miejscu cyklu i to wpływa na jej myśli i przeżycia, w ciszy uwrażliwiamy się na niuanse, na subtelności i też na mądrość, która jest gdzieś w nas głęboko zapisana.

            Dziś miałam kilka wolnych godzin od rana i tak usiadłam i pomyślałam, że mogę z tymi kilkoma godzinami zrobić prawie wszystko i zdecydowałam się napisać to rozważanie. I nawet jeśli teraz wydaje mi się, że siedzę sama, to skoro to czytasz, to jesteś ze mną a ja z tobą, w przestrzale czasowym. Nigdy nie wiadomo z kim twój samotny poranek cię połączy.

Bardzo urzekły mnie słowa z książki „Biegnąca z wilkami” Clarissy Pinkoli Estes, która uznaje sztukę, twórczość jako formę komunikacji z innymi. Autorka pisze: „sztuka jest niezwykle ważna, bo upamiętnia pory roku duszy albo szczególne lub tragiczne wydarzenia w podróży duchowej. Sztuka nie jest po prostu dla nas, nie jest tylko wyznacznikiem wglądu w głąb rzeczy. Jest to także mapa dla tych, którzy pójdą naszym śladem.” No właśnie, mapa. Jeśli teraz, kiedy tego słuchasz, siedzisz sam, sama, wiec, że wciąż jesteś częścią gromady, która może potrzebować twoich owoców samotności i nudy. Nie jest to oczywiście zachęta do zamknięcia się w domu i komunikowania się tylko przez znaki dymne, ale raczej o przyjęciu chwil samotności, które przychodzą i odchodzą.

środa, 15 listopada 2023

Po co nam jesień? (z podkastu nr 2)

Dzisiejsze rozważanie oprę na założeniu, że życie ma sens. Będę podążać za myślą Frankla, autora logoterapii, który twierdził, że poszukiwanie sensu w życiu to kluczowy element zdrowia psychicznego. Polecam jego książkę pt. „Człowiek w poszukiwaniu sensu”. I tak, idąc dalej, skoro szukamy sensu życia, które składa się z różnych elementów, to te elementy również mogą mieć sens, który możemy im nadać. Takim elementem, częścią życia jest również jesień. Dziś możemy szukać w niej sensu. Jeśli nie urodziliśmy się w tym roku, to za nami już wiele jesieni i mamy pewne wspomnienia, skojarzenia związane z tą porą roku. I ważne, żeby zaznaczyć, że będę się zajmować jesienią polską.

 Jak pracuję w gabinecie, to często słyszę ten tekst od moich klientów: idzie jesień, boję się, będę się gorzej czuć, mniej słońca, będzie dół”. Omg! Jesień, ratujcie się kto może, a te wszystkie pomarańczowe i czerwone kolory liści to są po prostu kolory alarmowe. „Polacy są tak agresywni a to dlatego ze nie ma słońca” jak to śpiewa Kazik. Nie ukrywam, że mi też obniża się nastrój, zwłaszcza pod koniec listopada, czy w grudniu. Tak, psychologom też się to zdarza.

Czy jest sens w tej „złowieszczej” porze, którą niektórzy woleliby przespać?  Jesieniary i jesieniarzy, których pozdrawiam, wychodzą tym nastrojom naprzeciw. A może bez swoich kocyków i herbatki z imbirem również by im ulegli.

 Co ja lubię w jesieni? Ze względu na moją nadwrażliwość na dźwięki, lubię to że jest ciszej. Lato jest chaotyczne, ludzie zaczynają gdzieś jeździć, jest nas więcej i dłużej na zewnątrz, dzieci wychodzą na place zabaw, młodzież puszcza muzę z głośnika, każdy robi remont, i przede wszystkim ruszają kosiarki.

 *Jesień ma swoje dmuchawki, to racja, i tu mój apel o powrót do zamiatania liści. Czy pamiętacie ten dźwięk sunącej po chodniku miotły? Piękny prawda? Czy pamiętacie pana, które odgarniał z namaszczeniem te liście? Z dwojga złego, jesienią jest już chłodniej i można zamknąć okno, wiec dmuchawka nie jest tak dokuczliwa jak kosiarka 😉 W każdym razie, wciąż apeluję.

 Wracając, świat cichnie. Staje się mniej chaotyczny i zyskuje kierunek. Refleksje, pomysły, które może kiełkowały wiosną, mówiły głośniej w trakcie urlopu, mogą teraz zostać zrealizowane.  To szansa na nowe, na zbieranie owoców. Ten podkast jest też tego przykładem.

 Tak jak drzewa opuszczają liście, żeby gromadzić zapasy energii w gałęziach na zimę, tak my koncentrujemy siły, żeby robić to co naprawdę ważne. Obieramy nasze działania z tych mniej istotnych. Może opaść blichtr lata. To moment zatrzymania, uwieńczenia koroną liści, tego co się wydarzyło w ciągu poprzednich pór. To podsumowanie, czasem zakończenie czegoś, co nam nie służyło. Pozostaje ogołocenie, obmycie tym deszczem, który się pojawia, może spójne ze łzami. Jak w słowach piosenki „to co zostało mi po lecie, to piegi i nic więcej”.

 A kiedy przyjdzie melancholia, czy nostaligia, nie bójmy się jej, bo ona ma też swoja rolę w ciągu roku, oczyszczającą, reasumującą, o ile oczywiście nie przekroczy drzwi depresyjnych. Mam na myśli tutaj stan, w którym przedłużają się nieprzyjemne wspomnienia i to odbiera chęć do życia. Ale wracając, człowiek, gdy zwalnia, robi się bardziej refleksyjny, uważny, krytyczny, dostrzega więcej szczegółów, staje się ostrożniejszy w podejmowaniu decyzji. Latem natura zachęcała do zabawy, optymizmu, impulsu, beztroski i może coś przeoczyć. Ważne żeby z nostalgii wyciągnąć to, co w niej dobre. Jesień nie jest mniej wartościowa od lata, czy innych pór roku. W jednym z podkastów usłyszałam, że zasób to to co mamy za sobą i jest to uznane i zintegrowane. Nie znam niestety autora tych słów, ale myślę, że słuszna obserwacja. Zachęcam cię do przyjęcia jesieni, uznania wszystkiego czego w niej doświadczasz jako swój zasób. Zintegrowania jej z twoimi doświadczeniami dziś Tobie życzę.




Twórczy brak (z podkastu nr 1)


Dziś chciałam powiedzieć o braku, dyskomforcie, o tęsknocie za tym, czego nie ma, a powinno być, albo chciałoby się, żeby było i podam też swój osobisty przykład tak zwanej ściany, czyli jak można skorzystać z tak zwanego braku. Nie odnoszę się też do żadnej konkretnej teorii psychologicznej. Są to moje obserwacje.

 Myślę, że temat dotyczy wszystkich, bo prawdopodobnie każdy ma  to doświadczenie, że coś nie jest tak jak być powinno, coś odstaje od standardowego schematu, planu, albo czekamy, aż coś się skończy i odmieni nasz los na lepsze. I tak studenci, czekają na koniec studiów, single chcą kogoś mieć, ci co kogoś mają, to nie są do końca zadowoleni z osoby, z którą tworzą związek, pary chcą mieć dzieci, a nie mogą, albo mają i narzekają na brak czasu dla siebie, męczymy się w rodzinach i męczymy się bez nich, brakuje nam fajnej pracy, dużego domu seniorzy narzekają na brak zdrowia itd itd. Wymieniłam tylko drobną część z różnych braków. Śmiało do tej listy możesz dodać swój.

 A teraz zwracam się do twórców, którzy znają brak pomysłów, brak sił, brak środków, warunków. Ciekawe, że nadmiar też jest w pewnym sensie brakiem, bo nadmiar coś nam też zabiera. Nadmiar pomysłów, zabiera jasność myślenia, nadmiar sił w ogólnym rozrachunku szkodzi ciału, nadmiar środków może prowadzić do powstania rzeczy przegadanych, gdzie ilość przerasta jakość. Brak i nadmiar to jak widać kompatybilna parka.

 Chciałabym się zatrzymać przy tym odczuciu dyskomfortu, tak uniwersalnym dla nas wszystkich odczuciu niedomknięcia, bycia gdzieś pomiędzy jednym, a drugim, bycia w drodze, w niewiadomej, w niedosycie, w przesycie, gdzie kończy się jedna sprawa, zaczyna kolejna, można powiedzieć, że książka naszego życia jest stale otwarta na środku jakiegoś rozdziału. Więc zatrzymuję się przy tym i jestem teraz ze wszystkimi, którzy mają potrzebę szybkiego rozwiązania sprawy, bo to by powstrzymać się przed impulsywnym ciachnięciem bólu, w celu pozornego zakończenia dyskomfortu, albo przed zagłuszaniem go rozproszeniami, dobrze wiemy jakimi.

 Teraz opowiem o jednym ze swoich braków, czyli o pewnej tapecie w moim pokoju, która bardzo mi się nie podoba, a nie mogę jej zamalować. Odczuwam zatem brak estetyczny ze względu na kolor i wzór. Patrzenie na nią mnie przygnębia, widzę ją dość często bo sporo pracuję w domu. Dość szybko zaczęłam główkować, jak ją zasłonić. Więc najpierw przykleiłam na nią wielometrowe płótno, które spadło w środku nocy, zasłoniłam różnymi firankami, na dużej ramie 100/100 cm wymyśliłam, że zrobię obraz makramowy i ją nim zasłonię, ale wzory na wzorach okazały się pogorszyć sprawę. Potem zasłoniłam ją swoimi rysunkami, zamówiłam kolejne płótno i zaczęłam tworzyć obrazy za pomocą technik, które użyłam pierwszy raz w życiu.

 W pewnym momencie zauważyłam, że ta tapeta mnie rozwija. Stała się dla mnie tak dużym dyskomfortem, że był on dla mnie źródłem energii do zmian, do szukania rozwiązań. Podejmowałam się działań, których bym się nie podjęła. Teraz, dzięki niej, tworzę obraz, który trafi do czyjegoś domu.  Więc dziś mogę powiedzieć: ściano, dziękuję, dzięki tobie się rozwinęłam, nie jestem w tym samym miejscu, w którym byłam dla lata temu. Wyprowadzając się stąd kiedyś zabiorę ze sobą obrazy i umiejętności, które dzięki tobie powstały. Dziękuję, tapeto.

 Więc podsumowując, puentę pewnie już widzisz. Brak może być twórczy, tęsknota może być twórcza i może cię rozwijać. I tego ci życzę.