Dzisiejsze rozważanie oprę na założeniu, że życie ma sens. Będę podążać za myślą Frankla,
autora logoterapii, który twierdził, że poszukiwanie sensu w życiu to kluczowy
element zdrowia psychicznego. Polecam jego książkę pt. „Człowiek w poszukiwaniu
sensu”. I tak, idąc dalej, skoro szukamy sensu życia, które składa się z
różnych elementów, to te elementy również mogą mieć sens, który możemy im
nadać. Takim elementem, częścią życia jest również jesień. Dziś możemy szukać w
niej sensu. Jeśli nie urodziliśmy się w tym roku, to za nami już wiele jesieni
i mamy pewne wspomnienia, skojarzenia związane z tą porą roku. I ważne, żeby
zaznaczyć, że będę się zajmować jesienią polską.
Jak
pracuję w gabinecie, to często słyszę ten tekst od moich klientów: idzie
jesień, boję się, będę się gorzej czuć, mniej słońca, będzie dół”. Omg! Jesień,
ratujcie się kto może, a te wszystkie pomarańczowe i czerwone kolory liści to
są po prostu kolory alarmowe. „Polacy są tak agresywni a to dlatego ze nie ma
słońca” jak to śpiewa Kazik. Nie ukrywam, że mi też obniża się nastrój,
zwłaszcza pod koniec listopada, czy w grudniu. Tak, psychologom też się to
zdarza.
Czy
jest sens w tej „złowieszczej” porze, którą niektórzy woleliby przespać? Jesieniary i jesieniarzy, których pozdrawiam,
wychodzą tym nastrojom naprzeciw. A może bez swoich kocyków i herbatki z
imbirem również by im ulegli.
Co ja
lubię w jesieni? Ze względu na moją nadwrażliwość na dźwięki, lubię to że jest
ciszej. Lato jest chaotyczne, ludzie zaczynają gdzieś jeździć, jest nas więcej
i dłużej na zewnątrz, dzieci wychodzą na place zabaw, młodzież puszcza muzę z
głośnika, każdy robi remont, i przede wszystkim ruszają kosiarki.
*Jesień
ma swoje dmuchawki, to racja, i tu mój apel o powrót do zamiatania liści. Czy
pamiętacie ten dźwięk sunącej po chodniku miotły? Piękny prawda? Czy pamiętacie
pana, które odgarniał z namaszczeniem te liście? Z dwojga złego, jesienią jest
już chłodniej i można zamknąć okno, wiec dmuchawka nie jest tak dokuczliwa jak
kosiarka 😉 W
każdym razie, wciąż apeluję.
Wracając,
świat cichnie. Staje się mniej chaotyczny i zyskuje kierunek. Refleksje,
pomysły, które może kiełkowały wiosną, mówiły głośniej w trakcie urlopu, mogą
teraz zostać zrealizowane. To szansa na
nowe, na zbieranie owoców. Ten podkast jest też tego przykładem.
Tak
jak drzewa opuszczają liście, żeby gromadzić zapasy energii w gałęziach na
zimę, tak my koncentrujemy siły, żeby robić to co naprawdę ważne. Obieramy
nasze działania z tych mniej istotnych. Może opaść blichtr lata. To moment
zatrzymania, uwieńczenia koroną liści, tego co się wydarzyło w ciągu
poprzednich pór. To podsumowanie, czasem zakończenie czegoś, co nam nie
służyło. Pozostaje ogołocenie, obmycie tym deszczem, który się pojawia, może
spójne ze łzami. Jak w słowach piosenki „to co zostało mi po lecie, to piegi i
nic więcej”.
A
kiedy przyjdzie melancholia, czy nostaligia, nie bójmy się jej, bo ona ma też
swoja rolę w ciągu roku, oczyszczającą, reasumującą, o ile oczywiście nie
przekroczy drzwi depresyjnych. Mam na myśli tutaj stan, w którym przedłużają
się nieprzyjemne wspomnienia i to odbiera chęć do życia. Ale wracając,
człowiek, gdy zwalnia, robi się bardziej refleksyjny, uważny, krytyczny,
dostrzega więcej szczegółów, staje się ostrożniejszy w podejmowaniu decyzji.
Latem natura zachęcała do zabawy, optymizmu, impulsu, beztroski i może coś
przeoczyć. Ważne żeby z nostalgii wyciągnąć to, co w niej dobre. Jesień nie
jest mniej wartościowa od lata, czy innych pór roku. W jednym z podkastów
usłyszałam, że zasób to to co mamy za sobą i jest to uznane i zintegrowane. Nie
znam niestety autora tych słów, ale myślę, że słuszna obserwacja. Zachęcam cię
do przyjęcia jesieni, uznania wszystkiego czego w niej doświadczasz jako swój
zasób. Zintegrowania jej z twoimi doświadczeniami dziś Tobie życzę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz