Dziś chciałam powiedzieć o braku, dyskomforcie, o tęsknocie
za tym, czego nie ma, a powinno być, albo chciałoby się, żeby było i podam też
swój osobisty przykład tak zwanej ściany, czyli jak można skorzystać z tak
zwanego braku. Nie odnoszę się też do żadnej konkretnej teorii psychologicznej.
Są to moje obserwacje.
Myślę,
że temat dotyczy wszystkich, bo prawdopodobnie każdy ma to doświadczenie, że coś nie jest tak jak być
powinno, coś odstaje od standardowego schematu, planu, albo czekamy, aż coś się
skończy i odmieni nasz los na lepsze. I tak studenci, czekają na koniec
studiów, single chcą kogoś mieć, ci co kogoś mają, to nie są do końca
zadowoleni z osoby, z którą tworzą związek, pary chcą mieć dzieci, a nie mogą,
albo mają i narzekają na brak czasu dla siebie, męczymy się w rodzinach i
męczymy się bez nich, brakuje nam fajnej pracy, dużego domu seniorzy narzekają
na brak zdrowia itd itd. Wymieniłam tylko drobną część z różnych braków. Śmiało
do tej listy możesz dodać swój.
A
teraz zwracam się do twórców, którzy znają brak pomysłów, brak sił, brak
środków, warunków. Ciekawe, że nadmiar też jest w pewnym sensie brakiem, bo
nadmiar coś nam też zabiera. Nadmiar pomysłów, zabiera jasność myślenia,
nadmiar sił w ogólnym rozrachunku szkodzi ciału, nadmiar środków może prowadzić
do powstania rzeczy przegadanych, gdzie ilość przerasta jakość. Brak i nadmiar
to jak widać kompatybilna parka.
Chciałabym
się zatrzymać przy tym odczuciu dyskomfortu, tak uniwersalnym dla nas
wszystkich odczuciu niedomknięcia, bycia gdzieś pomiędzy jednym, a drugim,
bycia w drodze, w niewiadomej, w niedosycie, w przesycie, gdzie kończy się
jedna sprawa, zaczyna kolejna, można powiedzieć, że książka naszego życia jest
stale otwarta na środku jakiegoś rozdziału. Więc zatrzymuję się przy tym i
jestem teraz ze wszystkimi, którzy mają potrzebę szybkiego rozwiązania sprawy,
bo to by powstrzymać się przed impulsywnym ciachnięciem bólu, w celu pozornego
zakończenia dyskomfortu, albo przed zagłuszaniem go rozproszeniami, dobrze
wiemy jakimi.
Teraz
opowiem o jednym ze swoich braków, czyli o pewnej tapecie w moim pokoju, która
bardzo mi się nie podoba, a nie mogę jej zamalować. Odczuwam zatem brak
estetyczny ze względu na kolor i wzór. Patrzenie na nią mnie przygnębia, widzę
ją dość często bo sporo pracuję w domu. Dość szybko zaczęłam główkować, jak ją
zasłonić. Więc najpierw przykleiłam na nią wielometrowe płótno, które spadło w
środku nocy, zasłoniłam różnymi firankami, na dużej ramie 100/100 cm
wymyśliłam, że zrobię obraz makramowy i ją nim zasłonię, ale wzory na wzorach
okazały się pogorszyć sprawę. Potem zasłoniłam ją swoimi rysunkami, zamówiłam
kolejne płótno i zaczęłam tworzyć obrazy za pomocą technik, które użyłam
pierwszy raz w życiu.
W
pewnym momencie zauważyłam, że ta tapeta mnie rozwija. Stała się dla mnie tak dużym
dyskomfortem, że był on dla mnie źródłem energii do zmian, do szukania
rozwiązań. Podejmowałam się działań, których bym się nie podjęła. Teraz, dzięki
niej, tworzę obraz, który trafi do czyjegoś domu. Więc dziś mogę powiedzieć: ściano, dziękuję,
dzięki tobie się rozwinęłam, nie jestem w tym samym miejscu, w którym byłam dla
lata temu. Wyprowadzając się stąd kiedyś zabiorę ze sobą obrazy i umiejętności,
które dzięki tobie powstały. Dziękuję, tapeto.
Więc
podsumowując, puentę pewnie już widzisz. Brak może być twórczy, tęsknota może
być twórcza i może cię rozwijać. I tego ci życzę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz