Ten
temat będzie kompilacją kilku wątków, które są jakoś ze sobą
połączone. Będę stawiać dużo pytań, na niektóre będę próbowała znaleźć odpowiedź, a może właśnie Ty ją znajdziesz. Pierwsze z nich to pytanie główne, wokół którego będę się kręcić: w
którym momencie przestać działać. Ale co ważne, jako psycholog, nie mogę
przytaczać dosłownych historii bez zgody danej osoby. Będę starała się to robić
ogólnie, bez szczegółów identyfikacyjnych. Jeśli słuchaczu zauważasz jakąś
zbieżność zdarzeń
i osób to jest ona przypadkowa.
Drugie główne pytanie tego rozważania brzmi, co mi twórcy robi, jak ktoś robi tzw. babole czy potworki. Mówiąc babole, mam na myśli twory o wątpliwej według nas wartości artystycznej, czy merytorycznej, w zależności od dziedziny. Absolwenci szkół artystycznych często jak je opuszczają, to słyszą bezpośrednio albo gdzieś w powietrzu unosi się przekaz: tylko proszę, nie róbcie baboli. Razem z dyplomem jest wręcz wlewane w artystyczne serca poczucie odpowiedzialności, misji pt. świat będzie lepszy, jeśli nie będziecie robić bubloidów. No właśnie, jakie są granice etyki twórczej, zwłaszcza gdy chodzi o tworzenie dzieł o wątpliwej wartości merytorycznej?
Oczywiście kontekstów tego problemu jest wiele: społeczny, ekonomiczny, prawa rynku, itd., no i psychologiczny, na temat którego się wypowiem. Każda z osób jest na swoim etapie rozwoju psychicznego, rozwoju wrażliwości artystycznej, czy zdobywania wiedzy na dany temat. Wg psychologii granicą etyki twórczej (tj. dopuszczalności kogoś do ekspresji) może być zdrowie psychiczne danej osoby i dbałość o jej rozwój.
No i teraz, czy na danym
etapie wrażliwości i ekspresji, możemy komuś zabronić się wyrażać w sposób w
jaki potrafi i jest w jakimś sensie dla tej osoby ważny? To tak jakby
zabronić dziecku rysować: "słuchaj bąbelku, nie możesz rysować czarnej chmury,
rysuj białą, albo zacznij to robić jak już będziesz umieć". W ten sposób
blokujemy rozwój dziecka, kształtujące się poczucie wartości i zaspokajanie
różnych potrzeb, tj. uznania, wyrażania się, zabawy, wolności itp. Etapami
rozwoju zajmuje się psychologia rozwojowa. Ja osobiście bardzo lubię teorię
dezintegracji pozytywnej Kazimierza Dąbrowskiego. Profesor podaje, że człowiek
przechodzi poszczególne etapy rozwoju, a twórczość jest odbiciem tego rozwoju.
Ale czy istnieją sytuacje, w których powinniśmy interweniować, aby chronić innych przed potencjalnie szkodliwym twórczością? Do tej pory zajmowałam się uczuciami i potrzebami wyraziciela, natomiast są jeszcze uczucia odbiorcy. I tu często pojawia się konflikt. Pomijając to, czy sposób wyrazu jest bezpieczny, czy nie niszczy czyjegoś mienia, czy nie obraża czyichś przekonań, czy jest zgodny z prawem, jest jeszcze inny aspekt. Jest nim często pomijana po prostu wrażliwość. Niektórzy mają taką wrażliwość, żę ich jakaś estetyka po prostu boli. Dany obiekt, budynek, jest wg nich brzydki i w jakiś sposób powoduje dyskomfort i może nawet obniżyć nastrój. Podobnie muzycy, mogą dostać niestrawności od słuchania muzyki w restauracji, która bardziej przeszkadza niż pomaga. Czy tez wspomniane w drugim podkascie kosiarki, których hałas dla wielu jest wręcz przemocą. Są osoby, które boli użycie nie tego wyrazu, fryzjerów mogą boleć napotkane na ulicy nietrafione fryzury, psycholodzy co ciekawe, chcą zmieniać świat w gabinecie, żeby właśnie i im żyło się lepiej, i tak dalej i tak dalej.
Więc twórca tworząc, w jakiś sposób dba o swoją kondycję psychiczną, bo koryguje świat. To się okazuję kurcze strasznie ważne dla niektórych, kolor, feeling, nastrój miejsca. Czy to nie fascynujące? Że w tym przykazie profesora jest ukryta prośba: proszę, pomóżcie mi i sobie?
Jeszcze
nie odpowiem, podejdę od innej strony i powtórzę zadane gdzieś wcześniej
pytanie: Co mi ktoś robi, jak ktoś na potworkach zarabia, czasem dużo, a ja
się tak starałem starałam, żeby to co robię było na wysokim poziomie i nie
dostaję z zewnątrz takiej gratyfikacji, czy to uznania społecznego czy to kasy.
Gdybym jako twórca realizował się realizowałą tak jak chce, czy te babole by mnie tak wkurzały? Czas na spację. Prawdopodobnie mniej, bo wtedy dbam o swój ogródek. Nie wiem czy całkowicie.
Kiedy
możemy stwierdzić, że jesteśmy zadowoleni z tego co robimy i jak mierzymy swój
tzw. sukces? Czy jestem ok już jak robię, czy jak dopiero gdzieś z tym dojdę.
Sprawia mi radość i już, a jak nie wezmą na wystawę, to trudno. Tutaj opisałam
motywację wewnętrzną, która jest bardziej trwała od zewnętrznej. A zewnętrzną
jest poklask, kasa, uznanie właśnie. Brak uznania może wpływać negatywnie na zdrowie psychiczne.
Jednakże, równie ważne jest znalezienie równowagi, aby uniknąć nadmiernego
uzależnienia od zewnętrznych źródeł uznania. Która potrzeba jest u ciebe silniejsza: czy uznania czy
samorealizacji/wyrazu. Ostatecznie, to,
co jest "silniejsze", może zależeć od priorytetów danej osoby w danym
momencie. Niektórzy ludzie mogą odczuwać głęboką potrzebę wyrazu i tworzenia,
niekoniecznie potrzebując szerokiego uznanie społecznego.
Niektórzy nie twierdzą, że ktoś nie umie, tylko że się niewystarczająco stara. Ile zatem trzeba się starać, gdzie jest ten moment: dobra JUŻ mogę coś pokazać. Nie zliczę artystów, którzy odwiedzili mój gabinet i uczyli się zastępować głos tego krytycznego i surowego profesora, który Ciągle mówił: jeszcze to nie to, jeszcze za mało.
No dobrze, przyjmijmy że pokonaliśmy to. Nauczyliśmy się nie oceniać swojego procesu kreatywnego, bardziej już wybór tworu, który chcemy pokazać. Ale kiedy ja już stwierdzę: ok. to już czas, pojawia się jeszcze ktoś, kto ocenia to co robię jako babol. Czy ta gra ma swój kres?
Przypomina mi się takie porównanie. Kiedy Europejczycy zasiedlali Amerykę, mieli swój argument, że oni są bardziej ucywilizowani, więc mogą wysiedlić albo zniewolić autochtonów. Ale idąc tym tropem, może przyjść nowa cywilizacja, która powie „spadówa” z tą waszą sztuką, bo nasza jest lepsza. Palenie muzeów. Czy możemy jednak jakoś współżyć, współtworzyć społeczność osób bóbloróznorodnych i szanować siebie nawzajem? To ciekawe.
No i teraz podsumowując, pytanie tytułowe: w którym momencie przestać? Robię coś, ale nie ma odbioru, komplementu, zarobku, duże koszty. Gdzie jest ta granica?
•
Zastanów się, czy sam proces tworzenia dostarcza
Ci satysfakcji, radości i spełnienia, nawet jeśli rezultaty nie są natychmiast
zauważalne?
•
Czy twój wysiłek artystyczny jest zgodny z tym,
co uważasz za ważne, czy jest zgodny z twoimi wartościami?
•
Czy się w tym rozwijasz?
•
Czy jesteś otwart_ na krytykę, te
konstruktywną,
•
Czy twój wysiłek ma potencjał długofalowy? Czy
przynosi korzyść tobie i innym?
• Czy istnieje szansa, że w przyszłości zyskasz uznanie za swoją pracę, jeśli ci na nim zależy?
• A może przerwa na chwilę pozwoli ci ocenić swoje dzieło bardziej obiektywnie?
Pamiętaj, że wartość
artystyczną można mierzyć na różne sposoby, i nie zawsze uznanie zewnętrzne
jest jedynym kryterium. Ostateczna decyzja o kontynuowaniu działania powinna
być zgodna z Twoimi własnymi celami i wartościami. Oszacuj zyski i straty, oceń
ich wagę. Może twoje straty ważą więcej niż zyski, a może odwrotnie. Szukaj
równowagi między czasem konkrencyjnymi potrzebami, bo zdrowie psychiczne
jest żywe, wymaga ruchu i elastyczności.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz