poniedziałek, 6 lutego 2023

"Nie trzeba. O zawodowych zakuwaczach."

 



    Kilka tygodni temu jechałam autobusem i usłyszałam jak jeden licealista mówił do drugiego: „Ty się nie przejmuj. To są zawodowi zakuwacze. Nigdy nie będziesz na ich miejscu, bo robią to od wielu lat.” Dlaczego o tym piszę? Nie dlatego, że kiedyś narzekałam tak jak oni. Wręcz przeciwnie. Jeśli miała/eś w szkole wrażenie, że nie nadążasz, to ja nadążałam. Osiągnęłam to, o czym marzyli niektórzy rodzice moich trójkowych kolegów. Czy bycie na podium dało mi szczęście, ulgę, zapewniło spokój, dobrostan? Domyślasz się pewnie, że nie.

Kiedy wspominam moich kolegów z klasy, którzy mieli 2 i 3 to sobie myślę, że lekcję radzenia sobie z niepowodzeniem odrobili dużo wcześniej niż ja. Słyszałam to, co większość nastolatków: „jak nie będziecie się uczyć, wylądujecie na ulicy”. Stopnie miały zapowiadać przyszłe powodzenie życiowe. Czy można było tak uprościć tak złożone zjawisko? Oprzeć edukację na straszeniu biedą, wykluczeniem?

Nauczyłam się uczyć. Zdarzało się kilka klasówek/kartkówek w ciągu dnia. Długo przed pełnoletniością pracowałam umysłowo przez 12 godzin dziennie (sic!). I niestety nie byłam jedyna. Moi znajomi z klasy mieli na dokładkę dojazd autobusem na wieś i pracę fizyczną. 

Dziś nie obwiniam nauczycieli i innych dorosłych za moje wybory. Mam wrażenie, że często kontynuujemy grę właśnie z braku wyboru. Znaleźli się przecież i tacy, którzy potrafili po prostu czerpali z czasu po szkole. Trudno mi jednak zrozumieć tę sprzeczność między podawanym wzorem, a tym co realnie da się zrobić. Jest tzw. norma, do której nikt szanujący swoje zdrowie psychiczne nie marzy nawet dosięgnąć. Mam wrażenie, że podobnie jest w niektórych miejscach pracy. Tworzymy nieosiągalną normę i oceniamy się dalej mimo, że teoretycznie nie mamy już dziennika.

I żeby nie było, są też dobre strony piątek. Myślę jednak, że gdybym odjęła przynajmniej jedną trzecią mojego wysiłku, efekt byłby ten sam. Albo robiłabym rzeczy podobne do tego, co teraz ale z innym tytułem/zawodem. Na pewno powiedziałabym tej posłusznej i miłej nastolatce: Martyna, nie trzeba, idź porób co lubisz. Piłeczka twojego „wołania” zawsze wypłynie na powierzchnię.

Dziś promuję edukację, która ma rozwijać, a nie niszczyć. Dziękuję Ci za lekturę tego tekstu i że jesteś już tu, na końcu, a może na początku?

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz