Kilka tygodni temu jechałam autobusem i usłyszałam jak
jeden licealista mówił do drugiego: „Ty się nie przejmuj. To są zawodowi
zakuwacze. Nigdy nie będziesz na ich miejscu, bo robią to od wielu lat.”
Dlaczego o tym piszę? Nie dlatego, że kiedyś narzekałam tak jak oni. Wręcz
przeciwnie. Jeśli miała/eś w szkole wrażenie, że nie nadążasz, to ja nadążałam.
Osiągnęłam to, o czym marzyli niektórzy rodzice moich trójkowych kolegów. Czy
bycie na podium dało mi szczęście, ulgę, zapewniło spokój, dobrostan? Domyślasz
się pewnie, że nie.
Kiedy wspominam moich kolegów z klasy, którzy mieli 2 i 3
to sobie myślę, że lekcję radzenia sobie z niepowodzeniem odrobili dużo
wcześniej niż ja. Słyszałam to, co większość nastolatków: „jak nie będziecie
się uczyć, wylądujecie na ulicy”. Stopnie miały zapowiadać przyszłe powodzenie
życiowe. Czy można było tak uprościć tak złożone zjawisko? Oprzeć edukację na
straszeniu biedą, wykluczeniem?
Nauczyłam się uczyć. Zdarzało się kilka klasówek/kartkówek
w ciągu dnia. Długo przed pełnoletniością pracowałam umysłowo przez
12 godzin dziennie (sic!). I niestety nie byłam jedyna. Moi znajomi z klasy
mieli na dokładkę dojazd autobusem na wieś i pracę fizyczną.
Dziś nie obwiniam nauczycieli i innych dorosłych za moje
wybory. Mam wrażenie, że często kontynuujemy grę właśnie z braku wyboru.
Znaleźli się przecież i tacy, którzy potrafili po prostu czerpali z czasu po
szkole. Trudno mi jednak zrozumieć tę sprzeczność między podawanym wzorem, a
tym co realnie da się zrobić. Jest tzw. norma, do której nikt szanujący swoje
zdrowie psychiczne nie marzy nawet dosięgnąć. Mam wrażenie, że podobnie jest w
niektórych miejscach pracy. Tworzymy nieosiągalną normę i oceniamy się dalej
mimo, że teoretycznie nie mamy już dziennika.
I żeby nie było, są też dobre strony piątek. Myślę jednak,
że gdybym odjęła przynajmniej jedną trzecią mojego wysiłku, efekt byłby ten
sam. Albo robiłabym rzeczy podobne do tego, co teraz ale z innym
tytułem/zawodem. Na pewno powiedziałabym tej posłusznej i miłej nastolatce:
Martyna, nie trzeba, idź porób co lubisz. Piłeczka twojego „wołania” zawsze
wypłynie na powierzchnię.
Dziś promuję edukację, która ma rozwijać, a nie niszczyć.
Dziękuję Ci za lekturę tego tekstu i że jesteś już tu, na końcu, a może na
początku?
).png)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz