czwartek, 7 grudnia 2023

Kiedy przestać działać? (z podkastu nr 4)

Ten temat będzie kompilacją kilku wątków, które są jakoś ze sobą połączone. Będę stawiać dużo pytań, na niektóre będę próbowała znaleźć odpowiedź, a może właśnie Ty ją znajdziesz. Pierwsze z nich to pytanie główne, wokół którego będę się kręcić: w którym momencie przestać działać. Ale co ważne, jako psycholog, nie mogę przytaczać dosłownych historii bez zgody danej osoby. Będę starała się to robić ogólnie, bez szczegółów identyfikacyjnych. Jeśli słuchaczu zauważasz jakąś zbieżność zdarzeń
i osób to jest ona przypadkowa.

Drugie główne pytanie tego rozważania brzmi, co mi twórcy robi, jak ktoś robi tzw. babole czy potworki. Mówiąc babole, mam na myśli twory o wątpliwej według nas wartości artystycznej, czy merytorycznej, w zależności od dziedziny. Absolwenci szkół artystycznych często jak je opuszczają, to słyszą bezpośrednio albo gdzieś w powietrzu unosi się przekaz: tylko proszę, nie róbcie baboli. Razem z dyplomem jest wręcz wlewane w artystyczne serca poczucie odpowiedzialności, misji pt. świat będzie lepszy, jeśli nie będziecie robić bubloidów. No właśnie, jakie są granice etyki twórczej, zwłaszcza gdy chodzi o tworzenie dzieł o wątpliwej wartości merytorycznej?

 Oczywiście kontekstów tego problemu jest wiele: społeczny, ekonomiczny, prawa rynku, itd., no i psychologiczny, na temat którego się wypowiem. Każda z osób jest na swoim etapie rozwoju psychicznego, rozwoju wrażliwości artystycznej, czy zdobywania wiedzy na dany temat. Wg psychologii granicą etyki twórczej (tj. dopuszczalności kogoś do ekspresji) może być zdrowie psychiczne danej osoby i dbałość o jej rozwój.

No i teraz, czy na danym etapie wrażliwości i ekspresji, możemy komuś zabronić się wyrażać w sposób w jaki potrafi i jest w jakimś sensie dla tej osoby ważny? To tak jakby zabronić dziecku rysować: "słuchaj bąbelku, nie możesz rysować czarnej chmury, rysuj białą, albo zacznij to robić jak już będziesz umieć". W ten sposób blokujemy rozwój dziecka, kształtujące się poczucie wartości i zaspokajanie różnych potrzeb, tj. uznania, wyrażania się, zabawy, wolności itp. Etapami rozwoju zajmuje się psychologia rozwojowa. Ja osobiście bardzo lubię teorię dezintegracji pozytywnej Kazimierza Dąbrowskiego. Profesor podaje, że człowiek przechodzi poszczególne etapy rozwoju, a twórczość jest odbiciem tego rozwoju.

Ale czy istnieją sytuacje, w których powinniśmy interweniować, aby chronić innych przed potencjalnie szkodliwym twórczością? Do tej pory zajmowałam się uczuciami i potrzebami wyraziciela, natomiast są jeszcze uczucia odbiorcy. I tu często pojawia się konflikt. Pomijając to, czy sposób wyrazu jest bezpieczny, czy nie niszczy czyjegoś mienia, czy nie obraża czyichś przekonań, czy jest zgodny z prawem, jest jeszcze inny aspekt. Jest nim często pomijana po prostu wrażliwość. Niektórzy mają taką wrażliwość, żę ich jakaś estetyka po prostu boli. Dany obiekt, budynek, jest wg nich brzydki i w jakiś sposób powoduje dyskomfort i może nawet obniżyć nastrój. Podobnie muzycy, mogą dostać niestrawności od słuchania muzyki w restauracji, która bardziej przeszkadza niż pomaga. Czy tez wspomniane w drugim podkascie kosiarki, których hałas dla wielu jest wręcz przemocą. Są osoby, które boli użycie nie tego wyrazu, fryzjerów mogą boleć napotkane na ulicy nietrafione fryzury, psycholodzy co ciekawe, chcą zmieniać świat w gabinecie, żeby właśnie i im żyło się lepiej, i tak dalej i tak dalej.

Więc twórca tworząc, w jakiś sposób dba o swoją kondycję psychiczną, bo koryguje świat. To się okazuję kurcze strasznie ważne dla niektórych, kolor, feeling, nastrój miejsca. Czy to nie fascynujące? Że w tym przykazie profesora jest  ukryta prośba: proszę, pomóżcie mi i sobie?

 Co ciekawe, osoba, która nie ma tak rozwiniętego talentu do wystroju, zauważa różnicę, kiedy ktoś inny o wyżej rozwiniętych umiejętnościach coś zmieni, zaprojektuje. Ta pierwsza nie wie na czym polega zmiana, ale faktycznie, na jej dobrostan też to wpływa. Wszyscy potrzebujemy ale nie wszyscy wiemy jak to zrobić.

 Jak pogodzić więc te dwie sprawy: chęć każdego do wyrażenia siebie i jednocześnie uczucia tych, którzy chorują na formę wyrazu niektórych osób?

 

 


Jeszcze nie odpowiem, podejdę od innej strony i powtórzę zadane gdzieś wcześniej pytanie: Co mi ktoś robi, jak ktoś na potworkach zarabia, czasem dużo, a ja się tak starałem starałam, żeby to co robię było na wysokim poziomie i nie dostaję z zewnątrz takiej gratyfikacji, czy to uznania społecznego czy to kasy.

Gdybym jako twórca realizował się realizowałą tak jak chce, czy te babole by mnie tak wkurzały? Czas na spację. Prawdopodobnie mniej, bo wtedy dbam o swój ogródek. Nie wiem czy całkowicie.

Kiedy możemy stwierdzić, że jesteśmy zadowoleni z tego co robimy i jak mierzymy swój tzw. sukces? Czy jestem ok już jak robię, czy jak dopiero gdzieś z tym dojdę. Sprawia mi radość i już, a jak nie wezmą na wystawę, to trudno. Tutaj opisałam motywację wewnętrzną, która jest bardziej trwała od zewnętrznej. A zewnętrzną jest poklask, kasa, uznanie właśnie. Brak uznania może wpływać negatywnie na zdrowie psychiczne. Jednakże, równie ważne jest znalezienie równowagi, aby uniknąć nadmiernego uzależnienia od zewnętrznych źródeł uznania. Która potrzeba jest u ciebe silniejsza: czy uznania czy samorealizacji/wyrazu. Ostatecznie, to, co jest "silniejsze", może zależeć od priorytetów danej osoby w danym momencie. Niektórzy ludzie mogą odczuwać głęboką potrzebę wyrazu i tworzenia, niekoniecznie potrzebując szerokiego uznanie społecznego.

Niektórzy nie twierdzą, że ktoś nie umie, tylko że się niewystarczająco stara. Ile zatem trzeba  się starać, gdzie jest ten moment: dobra JUŻ mogę coś pokazać. Nie zliczę artystów, którzy odwiedzili mój gabinet i uczyli się zastępować głos tego krytycznego i surowego profesora, który Ciągle mówił: jeszcze to nie to, jeszcze za mało.

No dobrze, przyjmijmy że pokonaliśmy to. Nauczyliśmy się nie oceniać swojego procesu kreatywnego, bardziej już wybór tworu, który chcemy pokazać. Ale kiedy ja już stwierdzę: ok. to już czas, pojawia się jeszcze ktoś, kto ocenia to co robię jako babol. Czy ta gra ma swój kres?

Przypomina mi się takie porównanie. Kiedy Europejczycy zasiedlali Amerykę, mieli swój argument, że oni są bardziej ucywilizowani, więc mogą wysiedlić albo zniewolić autochtonów. Ale idąc tym tropem, może przyjść nowa cywilizacja, która powie „spadówa” z tą waszą sztuką, bo nasza jest lepsza. Palenie muzeów. Czy możemy jednak jakoś współżyć, współtworzyć społeczność osób bóbloróznorodnych i szanować siebie nawzajem? To ciekawe.

No i teraz podsumowując, pytanie tytułowe: w którym momencie przestać? Robię coś, ale nie ma odbioru, komplementu, zarobku, duże koszty. Gdzie jest ta granica?

 

   Zastanów się, czy sam proces tworzenia dostarcza Ci satysfakcji, radości i spełnienia, nawet jeśli rezultaty nie są natychmiast zauważalne?

   Czy twój wysiłek artystyczny jest zgodny z tym, co uważasz za ważne, czy jest zgodny z twoimi wartościami?

   Czy się w tym rozwijasz?

   Czy jesteś otwart_ na krytykę, te konstruktywną,

   Czy twój wysiłek ma potencjał długofalowy? Czy przynosi korzyść tobie i innym?

   Czy istnieje szansa, że w przyszłości zyskasz uznanie za swoją pracę, jeśli ci na nim zależy?

   A może przerwa na chwilę pozwoli ci ocenić swoje dzieło bardziej obiektywnie?

Pamiętaj, że wartość artystyczną można mierzyć na różne sposoby, i nie zawsze uznanie zewnętrzne jest jedynym kryterium. Ostateczna decyzja o kontynuowaniu działania powinna być zgodna z Twoimi własnymi celami i wartościami. Oszacuj zyski i straty, oceń ich wagę. Może twoje straty ważą więcej niż zyski, a może odwrotnie. Szukaj równowagi między czasem konkrencyjnymi potrzebami, bo zdrowie psychiczne jest żywe,  wymaga ruchu i elastyczności.

 


piątek, 17 listopada 2023

Powtarzalność w samotności (z podkastu nr 3).


            Odniosę się do adlerowskiego podziału, opisującego dwa sposoby życia: życie liniowe i życie jako zbiór chwil. W pierwszym wypadku mowa o życiu od wydarzenia do wydarzenia, dzielenie czasu na poszczególne cele, np. koniec szkoły, nowa praca, ślub itd. Drugie podejście zachęca do traktowania życia, jako zbiór punktów, gdzie można skupić się na każdym dniu z osobna i przeżywać go jako taniec, którym się cieszymy a potem, z lotu ptaka, widzimy dokąd nas zaprowadził. Dlaczego to podejście tak mnie urzekło? Myślę, że się zorientujesz w trakcie czytania.

            Opowiem o powtarzalności życia, od której często uciekamy i jakoś próbujemy zagłuszyć. A dzieje się tak, ponieważ gdy wchodzimy w czynności codzienne, które z czasem stają się pewnym automatem, nie musimy się też zastanawiać nad ich wykonywaniem, więc pojawia się wolna przestrzeń i różne myśli niezwiązane z czynnością. Może nam się włączyć radio w głowie, myśli krytyczne, myśli o samotności. Albo jeśli tym czynnościom towarzyszy chaos i hałas, albo pośpiech, to wtedy tych czynności codziennych nie zauważamy albo chcemy je wykonać szybko, żeby mieć je z tak zwanej głowy. Musimy je wykonać, musimy coś zjeść, musimy się umyć... to nam jakoś przeszkadza. Gdyby nie te czynności, można by było po prostu wstać z łóżka i wyjść z domu. Proste prawda? Po co nam zatem ta ich natarczywość...?

            Osoby żyjące same mogą doświadczać nadmiaru czasu wśród czynności codziennych. Nie ma chaosu i harmideru. I wtedy może przyjść spostrzeżenie, że w tych czynnościach najłatwiej jest się komunikować ze swoim środkiem, niektórzy powiedzieliby z głębią. To może byś doświadczenie też obecności, czegoś większego, miłej obecności, ciepłej. Łagodny dźwięk lodówki w tle, sąsiad gdzieś za kolejną ścianą myje naczynia, zapach obiadu dobiega z końca korytarza. I takie poczucie, że kurcze, mogę siedzieć, po prostu patrzeć w okno i jest dobrze. To co jest, tak ma być. 

    Pies dużą część dnia spędza na leżeniu, kwiaty po prostu rosną, są, zdecydowana większość fal mórz nie zostanie zauważona i była tylko przez chwilę, a potem zniknęła. Czy jej zaistnienie było warte zaistnienia? Myślę, że tak. Piękno samo w sobie jest warte istnienia. Więc wracając, rutyna, powtarzalność jest po prostu może podstawową częścią naszego życia, wiedzą o tym zakochani, kiedy cieszą się wszystkim, cieszą się tym, że razem robią coś prostego, a jak za sobą tęsknią to często za tymi prostymi rzeczami, podobnie jak w tych długoletnich związkach. Ktoś był i po prostu gdzieś szurał butami, albo kładł je tam gdzie nie trzeba, teraz może przez jakiś czas, go nie ma. Tak i wtedy jakoś ta tęsknota uwydatnia znaczenie tych codziennych rzeczy. Nie jakieś niezwykłości, wyjazd życia, ale właśnie, czy mi było z tą osobą przy tym pięćdziesiątym wyjściu na zakupy dobrze?

            I wracając, czy tobie jako osobie żyjącej w pojedynkę, jest dobrze w tym milionowym samotnym śniadaniu ze sobą, gdzie patrzysz sobie w oczy swojego środka? I przyglądasz się, choć czasami też zagłuszasz to, co tam się dzieję i co sam sobie próbujesz powiedzieć lub wykrzyczeć. Myślę, że niezwykłości życia są po to, żeby było co wspominać w tych codziennościach. Nie dałoby się żyć przez cały czas niezwykłościami, nasze organizmy nie są do tego przystosowane, jeśli się tak dzieje, to jest to stan tymczasowy, stan przetrwania, mobilizacji organizmu, a jeśli komuś tych niezwykłości w codzienności brakuje, może się uwrażliwić na  powtarzalność na tyle, że zauważy jednak różnicę, zauważy jednak niepowtarzalność śniadania, nawet jeśli je codziennie to samo. To kontekst tego śniadania może być inny, poprzedniego wieczora wydarzyło się coś innego, kobieta może być w innym miejscu cyklu i to wpływa na jej myśli i przeżycia, w ciszy uwrażliwiamy się na niuanse, na subtelności i też na mądrość, która jest gdzieś w nas głęboko zapisana.

            Dziś miałam kilka wolnych godzin od rana i tak usiadłam i pomyślałam, że mogę z tymi kilkoma godzinami zrobić prawie wszystko i zdecydowałam się napisać to rozważanie. I nawet jeśli teraz wydaje mi się, że siedzę sama, to skoro to czytasz, to jesteś ze mną a ja z tobą, w przestrzale czasowym. Nigdy nie wiadomo z kim twój samotny poranek cię połączy.

Bardzo urzekły mnie słowa z książki „Biegnąca z wilkami” Clarissy Pinkoli Estes, która uznaje sztukę, twórczość jako formę komunikacji z innymi. Autorka pisze: „sztuka jest niezwykle ważna, bo upamiętnia pory roku duszy albo szczególne lub tragiczne wydarzenia w podróży duchowej. Sztuka nie jest po prostu dla nas, nie jest tylko wyznacznikiem wglądu w głąb rzeczy. Jest to także mapa dla tych, którzy pójdą naszym śladem.” No właśnie, mapa. Jeśli teraz, kiedy tego słuchasz, siedzisz sam, sama, wiec, że wciąż jesteś częścią gromady, która może potrzebować twoich owoców samotności i nudy. Nie jest to oczywiście zachęta do zamknięcia się w domu i komunikowania się tylko przez znaki dymne, ale raczej o przyjęciu chwil samotności, które przychodzą i odchodzą.

środa, 15 listopada 2023

Po co nam jesień? (z podkastu nr 2)

Dzisiejsze rozważanie oprę na założeniu, że życie ma sens. Będę podążać za myślą Frankla, autora logoterapii, który twierdził, że poszukiwanie sensu w życiu to kluczowy element zdrowia psychicznego. Polecam jego książkę pt. „Człowiek w poszukiwaniu sensu”. I tak, idąc dalej, skoro szukamy sensu życia, które składa się z różnych elementów, to te elementy również mogą mieć sens, który możemy im nadać. Takim elementem, częścią życia jest również jesień. Dziś możemy szukać w niej sensu. Jeśli nie urodziliśmy się w tym roku, to za nami już wiele jesieni i mamy pewne wspomnienia, skojarzenia związane z tą porą roku. I ważne, żeby zaznaczyć, że będę się zajmować jesienią polską.

 Jak pracuję w gabinecie, to często słyszę ten tekst od moich klientów: idzie jesień, boję się, będę się gorzej czuć, mniej słońca, będzie dół”. Omg! Jesień, ratujcie się kto może, a te wszystkie pomarańczowe i czerwone kolory liści to są po prostu kolory alarmowe. „Polacy są tak agresywni a to dlatego ze nie ma słońca” jak to śpiewa Kazik. Nie ukrywam, że mi też obniża się nastrój, zwłaszcza pod koniec listopada, czy w grudniu. Tak, psychologom też się to zdarza.

Czy jest sens w tej „złowieszczej” porze, którą niektórzy woleliby przespać?  Jesieniary i jesieniarzy, których pozdrawiam, wychodzą tym nastrojom naprzeciw. A może bez swoich kocyków i herbatki z imbirem również by im ulegli.

 Co ja lubię w jesieni? Ze względu na moją nadwrażliwość na dźwięki, lubię to że jest ciszej. Lato jest chaotyczne, ludzie zaczynają gdzieś jeździć, jest nas więcej i dłużej na zewnątrz, dzieci wychodzą na place zabaw, młodzież puszcza muzę z głośnika, każdy robi remont, i przede wszystkim ruszają kosiarki.

 *Jesień ma swoje dmuchawki, to racja, i tu mój apel o powrót do zamiatania liści. Czy pamiętacie ten dźwięk sunącej po chodniku miotły? Piękny prawda? Czy pamiętacie pana, które odgarniał z namaszczeniem te liście? Z dwojga złego, jesienią jest już chłodniej i można zamknąć okno, wiec dmuchawka nie jest tak dokuczliwa jak kosiarka 😉 W każdym razie, wciąż apeluję.

 Wracając, świat cichnie. Staje się mniej chaotyczny i zyskuje kierunek. Refleksje, pomysły, które może kiełkowały wiosną, mówiły głośniej w trakcie urlopu, mogą teraz zostać zrealizowane.  To szansa na nowe, na zbieranie owoców. Ten podkast jest też tego przykładem.

 Tak jak drzewa opuszczają liście, żeby gromadzić zapasy energii w gałęziach na zimę, tak my koncentrujemy siły, żeby robić to co naprawdę ważne. Obieramy nasze działania z tych mniej istotnych. Może opaść blichtr lata. To moment zatrzymania, uwieńczenia koroną liści, tego co się wydarzyło w ciągu poprzednich pór. To podsumowanie, czasem zakończenie czegoś, co nam nie służyło. Pozostaje ogołocenie, obmycie tym deszczem, który się pojawia, może spójne ze łzami. Jak w słowach piosenki „to co zostało mi po lecie, to piegi i nic więcej”.

 A kiedy przyjdzie melancholia, czy nostaligia, nie bójmy się jej, bo ona ma też swoja rolę w ciągu roku, oczyszczającą, reasumującą, o ile oczywiście nie przekroczy drzwi depresyjnych. Mam na myśli tutaj stan, w którym przedłużają się nieprzyjemne wspomnienia i to odbiera chęć do życia. Ale wracając, człowiek, gdy zwalnia, robi się bardziej refleksyjny, uważny, krytyczny, dostrzega więcej szczegółów, staje się ostrożniejszy w podejmowaniu decyzji. Latem natura zachęcała do zabawy, optymizmu, impulsu, beztroski i może coś przeoczyć. Ważne żeby z nostalgii wyciągnąć to, co w niej dobre. Jesień nie jest mniej wartościowa od lata, czy innych pór roku. W jednym z podkastów usłyszałam, że zasób to to co mamy za sobą i jest to uznane i zintegrowane. Nie znam niestety autora tych słów, ale myślę, że słuszna obserwacja. Zachęcam cię do przyjęcia jesieni, uznania wszystkiego czego w niej doświadczasz jako swój zasób. Zintegrowania jej z twoimi doświadczeniami dziś Tobie życzę.




Twórczy brak (z podkastu nr 1)


Dziś chciałam powiedzieć o braku, dyskomforcie, o tęsknocie za tym, czego nie ma, a powinno być, albo chciałoby się, żeby było i podam też swój osobisty przykład tak zwanej ściany, czyli jak można skorzystać z tak zwanego braku. Nie odnoszę się też do żadnej konkretnej teorii psychologicznej. Są to moje obserwacje.

 Myślę, że temat dotyczy wszystkich, bo prawdopodobnie każdy ma  to doświadczenie, że coś nie jest tak jak być powinno, coś odstaje od standardowego schematu, planu, albo czekamy, aż coś się skończy i odmieni nasz los na lepsze. I tak studenci, czekają na koniec studiów, single chcą kogoś mieć, ci co kogoś mają, to nie są do końca zadowoleni z osoby, z którą tworzą związek, pary chcą mieć dzieci, a nie mogą, albo mają i narzekają na brak czasu dla siebie, męczymy się w rodzinach i męczymy się bez nich, brakuje nam fajnej pracy, dużego domu seniorzy narzekają na brak zdrowia itd itd. Wymieniłam tylko drobną część z różnych braków. Śmiało do tej listy możesz dodać swój.

 A teraz zwracam się do twórców, którzy znają brak pomysłów, brak sił, brak środków, warunków. Ciekawe, że nadmiar też jest w pewnym sensie brakiem, bo nadmiar coś nam też zabiera. Nadmiar pomysłów, zabiera jasność myślenia, nadmiar sił w ogólnym rozrachunku szkodzi ciału, nadmiar środków może prowadzić do powstania rzeczy przegadanych, gdzie ilość przerasta jakość. Brak i nadmiar to jak widać kompatybilna parka.

 Chciałabym się zatrzymać przy tym odczuciu dyskomfortu, tak uniwersalnym dla nas wszystkich odczuciu niedomknięcia, bycia gdzieś pomiędzy jednym, a drugim, bycia w drodze, w niewiadomej, w niedosycie, w przesycie, gdzie kończy się jedna sprawa, zaczyna kolejna, można powiedzieć, że książka naszego życia jest stale otwarta na środku jakiegoś rozdziału. Więc zatrzymuję się przy tym i jestem teraz ze wszystkimi, którzy mają potrzebę szybkiego rozwiązania sprawy, bo to by powstrzymać się przed impulsywnym ciachnięciem bólu, w celu pozornego zakończenia dyskomfortu, albo przed zagłuszaniem go rozproszeniami, dobrze wiemy jakimi.

 Teraz opowiem o jednym ze swoich braków, czyli o pewnej tapecie w moim pokoju, która bardzo mi się nie podoba, a nie mogę jej zamalować. Odczuwam zatem brak estetyczny ze względu na kolor i wzór. Patrzenie na nią mnie przygnębia, widzę ją dość często bo sporo pracuję w domu. Dość szybko zaczęłam główkować, jak ją zasłonić. Więc najpierw przykleiłam na nią wielometrowe płótno, które spadło w środku nocy, zasłoniłam różnymi firankami, na dużej ramie 100/100 cm wymyśliłam, że zrobię obraz makramowy i ją nim zasłonię, ale wzory na wzorach okazały się pogorszyć sprawę. Potem zasłoniłam ją swoimi rysunkami, zamówiłam kolejne płótno i zaczęłam tworzyć obrazy za pomocą technik, które użyłam pierwszy raz w życiu.

 W pewnym momencie zauważyłam, że ta tapeta mnie rozwija. Stała się dla mnie tak dużym dyskomfortem, że był on dla mnie źródłem energii do zmian, do szukania rozwiązań. Podejmowałam się działań, których bym się nie podjęła. Teraz, dzięki niej, tworzę obraz, który trafi do czyjegoś domu.  Więc dziś mogę powiedzieć: ściano, dziękuję, dzięki tobie się rozwinęłam, nie jestem w tym samym miejscu, w którym byłam dla lata temu. Wyprowadzając się stąd kiedyś zabiorę ze sobą obrazy i umiejętności, które dzięki tobie powstały. Dziękuję, tapeto.

 Więc podsumowując, puentę pewnie już widzisz. Brak może być twórczy, tęsknota może być twórcza i może cię rozwijać. I tego ci życzę.





wtorek, 7 lutego 2023

Dlaczego psychologia dla artystów?


Czy artysta różni się czymś szczególnym od nieartysty? Nie mam jasno sprecyzowanej odpowiedzi. Pod słowem artysta kryje się przecież tyle różnych osób. Siła twórcza kryje się w każdym z nas, a artystą przyjęło się nazywać kogoś, kto tworzy w dziedzinie uważanej za artystyczną, tj. muzyka, sztuki wizualne, taniec, itp. Pssss. Kucharzy czy fryzjerów rzadziej nazywamy artystami, ale to nie znaczy, że nim nie są!

Idąc za definicją W. Tatarkiewicza: Sztuka jest odtwarzaniem rzeczy, bądź konstruowaniem form, bądź wyrażaniem przeżyć – jeśli wytwór tego odtwarzania, konstruowania, wyrażania jest zdolny zachwycać, bądź wzruszać, bądź wstrząsać (Tatarkiewicz, W., Dzieje sześciu pojęć, Warszawa, PWN, 1988, s. 52).

Twórcze natomiast jest to, co zawiera w sobie niepowtarzalność przy jednoczesnym zachowaniu konwencji stylistycznej pozwalającej zaklasyfikować wytwór do danego stylu.

Nazywając swoją działalność: „psychologia dla artystów”, chyba bardziej chodzi mi o uniwersalność tego pojęcia niż jego odrębność. Definicji sztuki jest naprawdę wiele, a granica między sztuką
a rzemiosłem jest również niejasna. Moim zadaniem nie jest weryfikowanie poziomu artyzmu.

Więc pomagam twórcom w ich zastojach, perfekcjonizmach, niepewnościach, niemocach, uczę zarządzania czasem, towarzyszę osobom multipotencjalnym w podejmowaniu wyborów. Jeśli widzę, że potrzebna jest psychoterapia, to mówię, że spotkamy się po jej odbyciu.

Do miejsca, w którym jestem dotarłam dwiema równoległymi drogami: psychologiczną i artystyczną. Idę nimi dalej. Idziesz? 

poniedziałek, 6 lutego 2023

"Nie trzeba. O zawodowych zakuwaczach."

 



    Kilka tygodni temu jechałam autobusem i usłyszałam jak jeden licealista mówił do drugiego: „Ty się nie przejmuj. To są zawodowi zakuwacze. Nigdy nie będziesz na ich miejscu, bo robią to od wielu lat.” Dlaczego o tym piszę? Nie dlatego, że kiedyś narzekałam tak jak oni. Wręcz przeciwnie. Jeśli miała/eś w szkole wrażenie, że nie nadążasz, to ja nadążałam. Osiągnęłam to, o czym marzyli niektórzy rodzice moich trójkowych kolegów. Czy bycie na podium dało mi szczęście, ulgę, zapewniło spokój, dobrostan? Domyślasz się pewnie, że nie.

Kiedy wspominam moich kolegów z klasy, którzy mieli 2 i 3 to sobie myślę, że lekcję radzenia sobie z niepowodzeniem odrobili dużo wcześniej niż ja. Słyszałam to, co większość nastolatków: „jak nie będziecie się uczyć, wylądujecie na ulicy”. Stopnie miały zapowiadać przyszłe powodzenie życiowe. Czy można było tak uprościć tak złożone zjawisko? Oprzeć edukację na straszeniu biedą, wykluczeniem?

Nauczyłam się uczyć. Zdarzało się kilka klasówek/kartkówek w ciągu dnia. Długo przed pełnoletniością pracowałam umysłowo przez 12 godzin dziennie (sic!). I niestety nie byłam jedyna. Moi znajomi z klasy mieli na dokładkę dojazd autobusem na wieś i pracę fizyczną. 

Dziś nie obwiniam nauczycieli i innych dorosłych za moje wybory. Mam wrażenie, że często kontynuujemy grę właśnie z braku wyboru. Znaleźli się przecież i tacy, którzy potrafili po prostu czerpali z czasu po szkole. Trudno mi jednak zrozumieć tę sprzeczność między podawanym wzorem, a tym co realnie da się zrobić. Jest tzw. norma, do której nikt szanujący swoje zdrowie psychiczne nie marzy nawet dosięgnąć. Mam wrażenie, że podobnie jest w niektórych miejscach pracy. Tworzymy nieosiągalną normę i oceniamy się dalej mimo, że teoretycznie nie mamy już dziennika.

I żeby nie było, są też dobre strony piątek. Myślę jednak, że gdybym odjęła przynajmniej jedną trzecią mojego wysiłku, efekt byłby ten sam. Albo robiłabym rzeczy podobne do tego, co teraz ale z innym tytułem/zawodem. Na pewno powiedziałabym tej posłusznej i miłej nastolatce: Martyna, nie trzeba, idź porób co lubisz. Piłeczka twojego „wołania” zawsze wypłynie na powierzchnię.

Dziś promuję edukację, która ma rozwijać, a nie niszczyć. Dziękuję Ci za lekturę tego tekstu i że jesteś już tu, na końcu, a może na początku?

 

piątek, 3 lutego 2023

Więcej o wysokiej wrażliwości, czyli wzmożona pobudliwość psychiczna


             O wysokiej wrażliwości powiedziano już tak dużo, że nie ma potrzeby żebym powielała te treści. Ale chętnie powiem o tym, czego jeszcze nie ma na youtube. Mowa o wzmożonej pobudliwości psychicznej (WPP). Bywa, że mocno utrudnia życie, ale często nie docenia się możliwości, które ona niesie. Jeśli ją masz, to trochę tak jakbyś prowadził samochód. Możesz stanąć na środku drogi, albo pojechać na wakacje. Przejdę do wyjaśnień.

Wysoka wrażliwość to termin, który zyskał na popularności od momentu ukazania się książki Elaine N. Aron „Wysoko wrażliwi”. Natomiast wzmożona pobudliwość psychiczna to termin „siostrzany”, nieco starszy, i znaczeniowo podobny, ale też szerszy. Poznałam go kilka lat temu, przed rozkwitem poczytności wspomnianej książki. Było to dla mnie bardzo leczące i ożywcze. Poczułam ogromną ulgę, ponieważ w samej nauce od lat znajdowało się wyjaśnienie mojego funkcjonowania. Przestałam się czuć inna, do zmiany, i zobaczyłam, że są we mnie pozornie dziwne rzeczy, z których wynika jakieś większe dobro.

            Twórca terminu WPP, polski psychiatra, psycholog, filozof, pedagog (i to nie wszystko) Kazimierz Dąbrowski (1902-1980) badał artystów, twórców, działaczy społecznych i sprawdzał co się wydarzyło, że doszły do pełnego rozwoju swojej osobowości. Jest znany w głównej mierze w Stanach Zjednoczonych ze względu na swoją teorię dezintegracji pozytywnej, która w zasadzie brzmi jak oksymoron. Jak to przecież możliwe, że dezintegracja może być pozytywna? On natomiast widział w niej, czyli w rozpadzie, kryzysie, moc rozwojową, która sprawia, że człowiek przechodzi na dalsze etapy dojrzałości.

Ktoś powie, że to też nie jest nic nowego, bo wiemy od dawna, że kryzysy rozwijają. Wyjątkowość podejścia Dąbrowskiego polega na tym, że idąc równolegle z ruchem antypsychiatrii (lata 60 XX wieku), trudności psychiczne starał się nie traktować jako choroby, którą trzeba wyleczyć, ale moment do przejścia, w którym tej osobie należy towarzyszyć. To etap transformacji z miejsca gdzie jest się już w za ciasnych butach, gdzie coś do tej pory działało, było twórcze i życiodajne, i przestaje takie być. Pomoc polegała na wspólnym przechodzeniu przez most, który się chwieje i ma różne dziury.

            Wzmożona pobudliwość (WPP) w jakiś sposób pozwala zobaczyć ten most, zachęca do zadawania sobie pytań, bez których nie można być obojętnym i nie doświadczyć jakiejś niespójności życia.  Jest niewdzięcznie mówiąc kryzysotwórcza i, według Dąbrowskiego, jednym z elementów, które budują potencjał rozwojowy.

            Sporo już razy o WPP wspomniałam, ale czas dokładniej wyjaśnić, co ona oznacza. Ściślej mówiąc to reakcja na dany bodziec, która jest do niego nieproporcjonalna, czyli intensywniejsza niż reakcja przeciętna. Przykładowo ktoś potrafi się rozpłakać bo uwiera go metka od swetra. Bodźcem jest metka. Albo doświadcza dużego paraliżującego smutku w związku ze zmianami klimatycznymi. Poza tym dłużej utrzymuje się w pamięci uczuciowej, potocznie: wolniej schodzi.

I tu pojawia się to „więcej”, które obiecałam na początku artykułu. WPP realizuje się poprzez specyficzny dla każdej osoby sposób, czyli typ. Wysoka wrażliwość omawiana przez Aron nie ma swoich typów, a Dąbrowski wyróżnił ich aż pięć (Martowska, Matczak): tj. psychomotoryczną, sensoryczną, wyobrażeniową, intelektualną i emocjonalną. Warto dodać, że może mieć kilka wzmożonych pobudliwości, w różnym nasileniu.

I tak, przykładowo, pobudliwość emocjonalna charakteryzuje człowieka, który bardzo przywiązuje się do miejsc, wolno adaptuje do nowych sytuacji, doświadcza intensywniej zarówno emocji przyjemnych, jak i nieprzyjemnych, odczuwa szerzej i bardziej różnorodnie. Bez takiej wzmożonej pobudliwości nie mielibyśmy artystów, którzy przelewają swoje intensywne emocje w sztuce, bez pobudliwości wyobrażeniowej nie mielibyśmy np. pisarzy, bez psychomotorycznej wybitnych tancerzy, bez intelektualnej naukowców, itd. Człowiek, który tak intensywnie przeżywa rzeczywistość musi być bardziej podatny na kryzysy.

Więcej informacji na temat typów wzmożonej pobudliwości można uzyskać sięgając do mojego artykułu opublikowanego w „Kontekstach Kształcenia Muzycznego”, do którego link zamieszczam poniżej. Życzę dobrego kierowania swoją wrażliwością i zapraszam na konsultacje, jeśli nasuwają się pytania.

 

 

Żródła:

1.     „Trud istnienia” Kazimierz Dąbrowski, Wiedza Powszechna, Warszawa 1975;

2.     „W poszukiwaniu natury i znaczenia różnych typów wzmożonej pobudliwości psychicznej” K. Martowska, A. Matczak;

3.     „Wysoko wrażliwi” E. N. Aron, JK Wydawnictwo, 2020

4.     dezintegracja.pl

5.     link do artykułu o WPP:

https://konteksty.amuz.lodz.pl/resources/html/article/details?id=183622&language=pl

 

 

 

Blokady procesu twórczego


Pan Winyl: Zapytam prosto z mostu. Jakie są blokady procesu twórczego u artysty?

Roma Nowicz: Jedną z rzeczy jest brak poczucia wewnętrznej autonomii. Rozpoznajemy ją po niezależności od wpływów innych, tzn. czy samodzielnie dokonujemy wyborów zawodowych, często w samotności formułujemy sądy, i czy stajemy w obronie pokrzywdzonych. Mamy odwagę do realizowania własnego stylu niezależnie od trendów.

Pan Winyl: Czyli konformizm nie jest twórczy?

Roma Nowicz: Nigdy nie był, zwłaszcza gdy artysta tworzy bez świadomej decyzji przyjęcia ideologii, bądź tworzy tak jak powinien, a nie tak jakby chciał. Przyzwyczajenie się do określonego postrzegania świata zamyka drogę do nowych tematów i celów twórczości. Twórca porusza się w przestrzeni już opisanej i zinterpretowanej, w której trudno znaleźć miejsce na indywidualność. W związku z tym, nie zaczyna nawet wypowiadać się inaczej, z obawy, że będzie musiał coś istotnego w swoim życiu zmienić.

Pan Winyl: Ale można popłynąć za daleko, przyznasz?

Roma Nowicz: Tak. Jest też nonkonformizm niezdrowy, który polega na bezrefleksyjnej wypowiedzi, zawsze przeciwnej do usłyszanej. Artysta w ten sposób załatwia sobie sprawy, z którymi się nie uporał w przeszłości, szuka uwagi i tak naprawdę akceptacji. Takiej twórczości jest sporo. Ale osoba o wysokim stopniu autonomii przejawia głęboki szacunek wobec innych i nie buntuje się dla samego buntu. Rzecz w tym, żeby potrafić podjąć dialog z tym, co nas wkurza. Mogą być trzy rodzaje reakcji: albo to przyjmujesz i stawiasz się w roli ofiary, albo się buntujesz i stajesz się oprawcą, albo jesteś gotowy do rozmowy na poziomie „dorosły-dorosły”.

Pan Winyl: A jak rozmawia dorosły z dorosłym w sztuce?

Roma Nowicz: Nie znam na to pytanie pełnej odpowiedzi. Mogę powiedzieć to, co już wiem, albo mi się wydaje. Twórczość dojrzała moim zdaniem to twórczość, która przedstawia trudny temat, ale nikogo nie ocenia, nie wylicza i nie obraża. Mówi odbiorcy: przeżyłem coś trudnego, chcę Ci o tym opowiedzieć, ale nie będę palił mostów. Bunt moim zdaniem nie jest zły, jeśli na nim się nie skończy. Ale temat jest rozległy i na pewno jeden artykuł go nie wyczerpie.

 

Pan Winyl: Zostawmy to zatem na ten moment. Co jeszcze hamuje twórców?

Roma Nowicz: Skupianie się na kosztach emocjonalnych, np. izolacji społecznej w czasie tworzenia, bądź samotności „poznawczej”, czyli całkowitym braku zrozumienia. Tworzenie wymaga cierpliwości i często odraczania gratyfikacji czyli nagrody. Artysta zatrzyma się, jeśli nie będzie miał tolerancji dla tego, co dwuznaczne, złożone i niepewne, oraz jeśli nie oprze się konkurencyjnym motywom, takim jak dobrobyt, akceptacja innych, czy poglądom na temat wyższości nauk praktycznych nad sztuką. A oprzeć się naprawdę nie jest łatwo i nie zawsze można, zwłaszcza jeśli ma się na utrzymaniu rodzinę a na świecie szaleje pandemia.

Pan Winyl: To odwieczny dylemat. Chociaż ja uważam, że można być zarabiającym na swojej sztuce artystą.

Roma Nowicz: Wiem, i cenne jest to co robisz. Idąc dalej, artysta może być też hamulcem dla samego siebie, jeśli powątpiewa we własne zdolności. Nie realizuje swojego potencjału ponieważ uważa, że są lepsi i nie chce rywalizacji. We własnej wyobraźni pielęgnuje surowego krytyka, który zniechęca do działania, twierdzi, że twórca nie posiadł jeszcze całej wiedzy z danej dziedziny, żeby móc się wypowiadać poprzez sztukę. Często utożsamia wartość dzieła z wartością własnej osoby, dlatego zniechęca go prawdopodobieństwo porażki i narażenie się na ośmieszenie.

Pan Winyl: Sporo tego. Jak sobie zatem pomóc?

Roma Nowicz: Metod jest wiele i moglibyśmy długo rozmawiać, ale jednym ze sposobów może być tworzenie grup osób sobie podobnych, w których dostrzeżemy, że nie jesteśmy odosobnieni w swoich zmaganiach i otrzymamy potrzebne wsparcie. Jakiś czas temu zadałam różnym artystom pytanie, co ich blokuje:

         Blokuje poczucie braku spójnego zbioru kompetencji.

         przede wszystkim blokuje poczucie odpowiedzialności za dzieło, rozrastające się do monstrualnych rozmiarów w miarę zbliżania się terminu zakończenia pracy (na szczęście przeciwdziała wektor o nazwie „nóż na gardle”, dzięki czemu ukończenie dzieła jest niekiedy w ogóle możliwe).

         Blokuje mnie brak stuprocentowego przeświadczenia o swoim utalentowaniu, kompetencjach i artystycznym powołaniu. Zdaję sobie sprawę, że po 30-tu latach działalności artystycznej brzmi to jak absurd, ale tak jest.

         Czynnikami blokującymi są przepracowanie, rozproszenie się w różnych działaniach jednoczesnych, oraz częste dylematy typu „rodzina vs praca”, tyle że oceniając ostatni czynnik pod względem moralnym nie można go rzecz jasna postrzegać w złym świetle – wybieram wtedy dobro wyższe.

         Twórczość (przynajmniej moja) jest w dużym stopniu polem walki duchowej, więc towarzyszą tu też ograniczenia z niej wynikające.

         Lęk przed oceną środowiska branżowego, co jest wypadkową kompleksów własnych i nierzadko krytykanckiego nastawienia tegoż środowiska, czego często nie jestem w stanie przyjąć bez doświadczenia zranienia.

         Lęk przed kolejną porażką – rozpamiętywanie (zasadne lub nie) porażek z przeszłości i przykładanie ich schematów do działań obecnych.

Więcej na ten temat piszę w artykule „Ku zachowaniu higieny psychicznej artysty. Praktyczne wskazówki”, który możesz pobrać na stronie: KLIKNIJ ŻEBY POBRAĆ PDF

Źródła:

1.               Paśniewska Kuć Zofia (2010), Humanistyczna terapia rozwojowa. Wzmożona pobudliwość psychiczna i nerwice w perspektywie osobowego rozwoju. Warszawa: Wydawnictwo Dispicio.

2.               Dymon Mieczysław. (2008), Przeszkody w procesie twórczym. Rzeszów: Wydawnictwo Uniwersytetu Rzeszowskiego.

Pan Winyl: Dziękuję za rozmowę. Liczę, że teraz blokady procesu twórczego u naszych czytelników już nie będą stanowiły problemu.

Roma Nowicz: Dziękuję. Również mam taką nadzieję.

___________________________________

 Zapraszam na stronę: https://panwinyl.pl/2021/03/03/blokady-procesu-tworczego-roma-nowicz-psychologia-dla-artystow-2-rozmowa/

 

Czemu artyści są tacy roztargnieni?


Pan Winyl: Nie znam artysty, który by nie miał jakiegoś swojego „fisia”. Często, kiedy mówimy: „artysta”, jest w tym zawarte dużo tolerancji dla jego roztargnienia. Czy być roztargnionym to coś złego? Pytam w imieniu artystów z „głową w chmurach” jak i swoim własnym.

Roma Nowicz: Roztargnienie to nic złego, o ile nie szkodzi. Znane nam są przypadki, że ktoś wysiada na innym przystanku, bądź jadzie w przeciwną stronę, bo myśli go całkowicie pochłonęły. Artysta poprzez swoją wyższą wrażliwość będzie odczuwał więcej, dogłębniej i intensywniej, niż osoby z niższą bądź przeciętną wrażliwością, które stanowią większość społeczeństwa. Co za tym idzie, może czuć się częściej przeciążony doznaniami i dekoncentrować się, ponieważ jego filtr uwagi przepuszcza więcej. Rzecz w tym, że ludzkie możliwości przetwarzania są ograniczone. W „głowie” mieści się tylko określona ilość informacji. Jeśli osoba wrażliwa przyjmuje znacznie więcej informacji w krótszym czasie, szybciej też nastąpi blokada dla innych bodźców i zmęczenie, albo pominięcie ich. (czytaj: Aron N Elaine, Wysoko wrażliwi).

Pan Winyl: I co z tym artysta może zrobić?

Roma Nowicz: Roztargnienie może wzmagać się w sytuacji przeciążenia nadmiarem. Sporo artystów nie pracuje na pełen etat, ale prowadzi życie freelancera, co oznacza, że ich źródło utrzymania jest jak patchwork, bezustannie muszą szyć z tego, co złapią. Wielu też po prostu pracuje na etacie, a aktywności artystyczne organizuje po pracy, lub też rezygnuje z części etatu, żeby mieć tzw. „dzień artysty”, czyli czas na realizację artystyczną. Nie każdy radzi sobie z taką „żonglerką”, nie każdy jest ośmiornicą. Wtedy przypomina o sobie ciało: oznakami są chroniczne zmęczenie, bezsenność, stany zapalne, wzmożona drażliwość, płaczliwość, itp.


Artystom często trudno jest dokonać wyboru, ponieważ każda współpraca może okazać się korzystna, obiecująca, lub zaowocować w przyszłości. A czasem 
zdarza się, że wkładają masę energii w projekt, który ostatecznie nie był tego warty.

Pan Winyl: Więc trzeba wybrać i niektóre działania odrzucić? Jak można pomóc artyście w dylematach nad wyborem projektów?

Roma Nowicz: Warto zadać sobie pytania, jaki jest mój cel główny i czy te działania zbliżają mnie do tego celu i z jakiego powodu jestem w danym projekcie. Na ile coś jest moim pragnieniem, które jest raczej stałe, a na ile zachcianką, która szybko mija w przypadku jej niezrealizowania.


Trzeba się przyjrzeć, czy kierują mną tylko lęki, jak zareaguje mój wspólnik na wieść, że odchodzę, i czy nie obawiam się najzwyczajniej, że moja rezygnacja zaszkodzi mi w środowisku. Zachęcam, żeby zobaczyć, na ile to są myśli samooskarżające, które nie mają realnego odbicia w rzeczywistości, a na ile to myśli innych. A może przyczyną jest zwyczajnie próba udowodnienia sobie i światu, że po prostu mogę tyle zrobić, dla samego dowodu.

Pan Winyl: Opowiedz jeszcze o roztargnieniu. Wybraliśmy ale wciąż z nami jest. Jak się skupić?

Roma Nowicz: Przede wszystkim unikać otwierania kilku szuflad na raz. Pomocne jest przeznaczanie konkretnego czasu w ciągu dnia na odbiór wiadomości i maili. Można sobie postanowić, że w drodze na przystanek nie odbieram telefonów związanych z pracą, itp.

Jeśli jestem odpowiedzialny za zbyt wiele rzeczy, które może zrobić ktoś inny, deleguję. Przyglądam się, czy przed delegowaniem nie hamuje mnie poczucie, że zrobię najlepiej, czyli mój niezdrowy perfekcjonizm. Daję sobie i innym przyzwolenie na niedoskonałość.

Artyści mają rozbudowaną wyobraźnię i w jednym momencie może przychodzić kilka pomysłów z różnych przestrzeni. Widzą zależności tam, gdzie przeciętnie się ich nie dostrzega, mają rozległe skojarzenia. Jak sobie z tym radzić? Po pierwsze zaakceptować to, pokochać siebie, nie traktować tego jako wady do wyplenienia, ale spróbować tym kierować. Powiedz: hej weno, widzę że przyszłaś, ale nie mam teraz czasu na wymyślanie drugiej zwrotki do piosenki. Zanotować na kartce, w komórce i powróć do niej w chwili podsumowywania myśli z tygodnia. Pomocna jest segregacja, tworzenie folderów, np.: pomysły na piosenki miłosne, piosenki dla dzieci, itp.

Ważne jest, żeby domykać i zamykać sprawy. Nawet jeśli cel ostateczny nie jest osiągnięty, postanawiam sobie, np. na dziś ta sprawa jest już zamknięta, wrócę do niej jutro.

Pan Winyl: Wspomniałaś o myślach samooskarżających. Możesz to wyjaśnić?

Roma Nowicz: To myśli, które mnie krytykują, ale ze słuchania ich nie wynika nic dobrego, np. nigdy Ci się nie uda tego zrobić. Jeśli się pojawiają, to zaciemniają obraz sprawy. W takiej sytuacji postaram się oczyścić umysł i spojrzeć na fakty: rozpiszę je sobie na kartce i co konkretnie można z nimi zrobić, np. Co teraz czuję? Dlaczego to czuję? Jaki jest problem? Jak mogę temu zaradzić?

Samooskarżaniem może być też ciągłe wracanie do już podjętej decyzji. Postaram się ją zaakceptować i ze spokojem obserwować jej owoce. Niezdrowa wnikliwa introspekcja, przesadna analiza przeszłych wydarzeń i bezustanne zastanawianie się, czy dobrze się zrobiło wiążą ręce.

Pan Winyl: Co w przypadku przeciążenia?

Roma Nowicz: Osoba z wyższą wrażliwością powinna dbać o odpoczynek od bodźców i znać swoje ograniczenia. Nie doładowywać się bodźcami na siłę, kiedy czuje, że to już za dużo, szukać kontaktu z przyrodą lub miejsc, gdzie tych bodźców jest znacznie mniej, by móc odpocząć. W trakcie pracy mogą zadziałać przerwy pięciominutowe co 25 minut lub obranie własnego systemu.

Na koniec dodam małą gwiazdkę. Przyczyny roztargnienia mogą być różnie. Nie muszą wynikać tylko z wysokiej wrażliwości. Wskazówki w artykule nie tyczą się wszystkich artystów, a z drugiej strony mogą przydać się nie tylko artystom. Każdy powinien szukać własnego sposobu. „Głowa w chmurach” jest ok o ile nogi są na ziemi.

Dziękuję za rozmowę!

*Korekta tekstu Dominika Szymańska.

wywiad na stronie:

https://panwinyl.pl/2021/01/23/czemu-artysci-sa-tacy-roztargnieni-roma-nowicz-psychologia-dla-artystow/

środa, 1 lutego 2023

Trening odrzucenia-vlog



 Link do całej playlisty z vlogami:

https://www.youtube.com/playlist?list=PLkspsiSfY012eoqCDbhru1N2vHqxKW6EM

Pasja przeciętności. Jak odróżnić harmonijne zamiłowanie od obsesji?

 


Dziś jesteś dorosły, ale powróćmy na chwilę do przeszłości. Czy w dzieciństwie miałeś poczucie, że jesteś w porządku? Czy raczej odwrotnie: musiałeś być wyjątkowy lub zasługiwać, żeby „tu” być? Może Twój rodzic lub nauczyciel potrzebował, żebyś się wyróżniał. Twoje osiągnięcia były mu potrzebne do polepszania swojego samopoczucia. Nawet jeśli kiedyś przydarzyła Ci się wyjątkowość i bycie w czołówce klasy, teraz już tam nie jesteś. Czy dziś jest Ci dobrze ze swoją sytuacją, czy raczej wstydzisz się swojej przeciętności?

W edukacji szkolnej przedstawia się jako wzór osoby, które „coś” osiągnęły, pomijając często koszty psychiczne wynikające ze zdobycia przez nie ich aktualnej pozycji. Niewiele też mówi się o tych, którzy potrafią być zwyczajni. Stawiamy piątki za bycie niezwykłym, a znacznie rzadziej zauważamy u kogoś godne uznania cierpliwe znoszenie szarości czy po prostu równowagę emocjonalną. Zwykłe życie jest kojarzone z byciem przegranym, w przeciwieństwie do bycia w centrum, na scenie czy bycia ciągle zajętym. Czemu nie nazwać sukcesem wystarczająco dobrych bliskich relacji czy wspólnie spędzonego, spokojnego popołudnia, w skromnym pokoju? Dlaczego nie celebrować wychowania dziecka w zdrowej atmosferze lub odpowiedzialnego wykonywania obowiązków? W zadanych pytaniach ukryło się wiele zwycięstw, które nie potrzebują publiczności.

Jak rozpoznać zdrową pasję?

Z niezdrowego stosunku do wyjątkowości może wynikać nasze podejście do pasji, ponieważ pasją również możemy próbować coś światu udowodnić. Pasja, czyli silna potrzeba działania w kierunku aktywności, którą się lubi i uważa za ważną (Vallerand i in., 2003, za: Kunat 2015), może być realizowana zarówno w pracy jak i poza nią. Angażujemy się w nią, ponieważ realizuje nasze potrzeby. Badacze (Ryan, Deci, 2000, za: Kunat 2015) rozróżnili trzy rodzaje takich potrzeb, tj.: autonomii, kompetencji oraz związków z innymi.

(1) Autonomia jest związana z poczuciem integralności, z wolnością w działaniu, bez potrzeby uzyskiwania zewnętrznych nagród. Sprawia, że chętnie się uczymy, poszukujemy wyzwań i nowości. (2) Potrzeba kompetencji łączy się z efektywnością i sensownością działania, natomiast. (3) Potrzeba związków z innymi to pragnienie więzi oraz przynależności do grupy (Ryan, Brown, 2003, za: Kunat, 2015).

Pasję zdrową i pasję dla nas niekorzystną tłumaczy dualistyczny model pasji (Vallerand i in., tamże). Dzieli on pasje na harmonijne i obsesyjne. Osoba z pasją harmonijną widzi ją jako ważną, zintegrowaną z jej życiem a motywacja do działania wychodzi z wewnątrz. Osoba samodzielnie kontroluje chęć tworzenia; dysponuje nią swobodnie – decyduje, kiedy ją realizować. Nie czuje się przytłoczona i jest w harmonii z innymi aspektami swojego życia. W związku z tym, jest w stanie lepiej skoncentrować się na zadaniu, pełniej odczuwać satysfakcję i nie doświadcza konfliktu między pasją a innymi dziedzinami życia.

Pasja obsesyjna

Ku pasji zwracamy się ze względu na ulgę i przyjemność, które teoretycznie ze sobą niesie. Niestety, często bywa tak, że nie realizuje tego, czego potrzebujemy, a sama zaczyna nas więzić. W pasji obsesyjnej wszystkie wymienione wcześniej potrzeby są zachwiane.

(1) Wewnętrzna presja blokuje autonomiczne działanie. Możemy doświadczać przymusu czy braku kontroli nad działaniem, mimo negatywnych konsekwencji, takich jak wycieńczenie czy problemy zdrowotne. Powtarzające się niepowodzenia oraz poczucie bezradności w kontrolowaniu zachowania, przybliżają pasję do uzależnienia (Goodman, 1990; Griffiths, 2003; Ogińska-Bulik, 2010, za: Kunat, 2015). Z uzależnieniem może być związane również poczucie braku i inne nieprzyjemne odczucia psychiczne i fizyczne, tożsame z objawami odstawiennymi (Griffiths, 2003, za: Kunat, 2015).

(2) Nierealizowana potrzeba kompetencji – ze względu na stawianie sobie zbyt wysokich wymagań – nie pomaga w utrzymaniu poczucia wartości (Mageau, Carpentier, Vallerand, 2011, za: Kunat, 2015).

(3) Cierpi także potrzeba związków z innymi. Doświadczamy bowiem dysproporcji pomiędzy światem pasji a innymi obszarami życia i, w działaniu, zamykamy się na kontakty.

Tabela. Opracowanie własne na podstawie: Vallerand i in. 2003, s. 760, za: Kunat, 2015.

Pasja i “flow”

Po co nam umiejętność odróżniania tych dwóch typów pasji? Warto ją nabyć choćby ze względu na to, że osoby doświadczające pasji harmonijnej, mogą łatwiej zanurzyć się w działaniu i doświadczyć tzw. „flow” (z ang. przepływ), ze względu na bycie nieskrępowanymi. Z  badań wynika, że stan tego „przepływu” i doświadczanie harmonijnej pasji zmniejsza zmęczenie i wypalenie (Fernet i in., 2014, za: Kunat, 2015). Zdrowi pasjonaci są również bardziej twórczy (Liu, Chen, Yao, 2011; Luh, Lu, 2012, za: Kunat, 2015). Nic zatem tak nie rozwija jak poczucie wolności w tym, co robimy; bycie nieuwiązanym czyimiś oczekiwaniami oraz brak przymusu; zwłaszcza do bycia kimś, kim tak naprawdę być nie chcemy.

Martyna Romanowicz

Psycholog

Źródła

Kunat, B. (2015). Pasja jako kategoria badawcza – w świetle dualistycznego modelu R.J. Valleranda. Psychologia Wychowawcza, 8, 31-41. Warszawa: Wydawnictwo Akademii Pedagogiki Specjalnej.

bd. Overcoming the Need to Be Exceptional. Pobrane z: https://www.theschooloflife.com/thebookoflife/overcoming-the-need-to-be-exceptional (07.02.2022).


Napisane dla:

https://strefapsychoterapia.pl/pasja-przecietnosci-jak-odroznic-harmonijne-zamilowanie-od-obsesji/